sobota, 14 marca 2015

ROZDZIAŁ 10

Zrobiłam to, co powiedziała, usiadłam. Nie wiedziałam, co jest aż tak ważnego, że moja mama jest poważna. W całym swoim życiu, tylko raz taka była, kiedy opuszczał nas ojciec. Nie były to za przyjemne czasy, ale dałyśmy sobie radę i dalej dajemy. 
- Co się stało? - zapytałam kobiety.
- Już nie długo kończysz szkołę i chyba najwyższy czas porozmawiać o tym.
Tylko nie pogadanka, jaka to już jestem duża i muszę się teraz o siebie troszczyć.
- Mamo...
- Kochanie, nie chodzi mi o taką normalną rozmowę, mam dla ciebie propozycje.
- Jaką? - zdziwiłam się.
- Będziesz szła na studia, więc może czas pomyśleć o przestrzeni dla ciebie.?
Otworzyłam usta. Nigdy nie sądziłam, że tak łatwo dostanę swoje mieszkanie. Zawsze myślałam, że będe musiała o to błagać.
Nagle przyszedł kelner:
- Co panie zamawiają? - zapytał się.
Moja mama zaczęła mu wymieniać, a ja położyłam ręce no stole i prawie podskoczyłam z radości.
- Czy ty mi proponujesz...
- Tak - odpowiedziała, zanim skończyłam - Myślałam nad czymś w centrum. Pamiętasz te nowe bloki, o których ci ostatnio mówiłam i pokazywałam.
- Jezu! - pisnęłam.
- Ciszej skarbie! 
Uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Kocham cię! - powiedziałam.
Mama tylko uśmiechnęła się.
- A tak w ogóle, co mi zamówiłaś? - zapytałam.
- Zobaczysz.
Reszta popołudnia minęła wspaniale. Cały czas z mamą żartowałyśmy i rozmawiałyśmy o tym jak udekoruje mieszkanie.
Koło siódmej wieczorem, zaczęłyśmy się zbierać. Nagle dostałam SMS:
"Jak tam ręcznik?"
Po odczytaniu tego, na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- To pewnie ktoś ważny? - spytała sie mama.
- Czemu?
- Bo nagle zrobiłaś minę, której nigdy u ciebie nie widziałam.
- To po prostu uśmiech - wyjaśniłam.
- Takie historyjki to możesz misiowi wciskać - odpowiedziała.
Roześmiałam się. 
Wychodząc z restauracji, na murku na przeciwko budynku zobaczyłam Rebecce i Anne.
- Hej mamo, idź do samochodu, ja muszę jeszcze coś załatwić. 
Nie usłyszałam już odpowiedzi, bo pobiegłam na drugą stronę ulicy. Nie wiedziałam, co robię, ale od samego początku jedno pytanie mnie męczyło. Sądziłam, że one bedą znały odpowiedź. Kiedy mnie zauważyły, od razu zaczęły szeptać między sobą.
- Czego tu chcesz? - wstała i zapytała się Rebecca.
- Tak dokładnie - powiedziała Anna.
Dziewczyny przewróciły oczami.
- Nie przyszłam, żeby się kłócić. Mam tylko jedno pytanie.
Rebecca nawet się tym nie przejęła. Dalej zachowywała się jak suka.
Czasami wydawałoby się, że rozmawianie z kim kolwiek męczy ją.
- Jeśli to pytanie, czy odpuściłam Felixa, to odpowiedź brzmi nie.
- Ja też nie - oznajmiła Anna.
"Jak zwykle papuga" - pomyślałam.
- Mniejsza z tym, czemu Oscar i Felix się nie lubią? 
To pytanie jest nie dyskretne, ale może jeśli będe znała odpowiedź, jakoś lepiej zrozumiem Felixa.
Rebecca roześmiała się, a Anna za nią.
- Na prawdę, odważna jesteś, że nas o to pytasz - oznajmiła brunetka.
- Nie rozumiem. 
- Jakby któryś z nich dowiedziałby się, że nas, o to pytałaś, pobili by nas i ciebie. To po prostu nie jest twoja sprawa.
- Ale...
- Zapytaj się Felixa albo Oscara. Idziemy Anna.
Zostałam sama, nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. 
Poszłam do samochodu, na szczęście mama nie pytała o nic.
Jechałyśmy tylko 15 minut. Kiedy dotarłyśmy do domu, powiedziałam tylko dobranoc i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam zdjemować z siebie ciuchy, podeszłam do szafy, chciałam wybrać coś luźniejszego, gdy nagle usłyszałam.
- Znowu widzę cię prawie nagą kochanie.
Odwróciłam się w stronę łóżka. Znowu tam siedział i znowu na mnie nie patrzył, gdy to mówił. Próbowałam zakryć się rękami, ale nie wychodziło mi to najlepiej. Wyjęłam pierwszą lepszą bluzkę z szafki i założyłam ją na siebie. Naszczęście była na tyle długa, żeby zasłaniać mi tyłek.
- Jak ty tutaj wchodzisz?
- Przez okno - odpowiedział bez wachania.
Tym razem to ja podeszłam do niego i usiadłam na skraju łóżka. Odwrócił głowę i pocalował mnie. Swoje ręce przesunął na brzeg mojej bluzki i pociągnął za nią.
- Nie ukrywaj swojego ciała.
Położył mnie na łóżku i przytulił się do mnie.

----------------------------------------------
Witam 10 rozdział!
Jest idealnie w weekend.
Dziękuję, że jesteście ze mną. Narazie nic nowego nie będzie na blogu, bo dalej niestety nie mam komputera.
Komentujcie i mówcie jak 10 rozdział.




sobota, 7 marca 2015

ROZDZIAŁ 9

Wyleciałam na sam środek ulicy. Nie myślałam o tym, czy przeżyję. Chciałam po prostu, jak najszybciej uciec od Felixa. Gdy otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Zdałam sobie sprawę, że leżę, tylko 2 pasy dalej, od miejsca z którego uciekłam. Poderwałam się z asfaltu, kiedy usłyszałam jego głos:
- Cholera Ash! 
Zakręciło mi się w głowie i jak przez mgłę, zobaczyłam z daleka nadjężdżający samochód. Moja reakcja była spóźniona, odskoczyłam w ostatnim możliwym momencie. Na chodniku poczułam się bezpieczniej, schowałam się za najbliższym słupem i zastanawiałam się, co zrobić. Felix wysiadł z auta i rozglądał się na wszystkie strony. Kiedy ludzie zaczęli na niego trąbić, aby ruszył z miejsca. On czym prędzej wsiadł i odjechał. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na telefon dochodziła druga po południu, miałam jeszcze 2 godziny przed spotkaniem z mamą. Więc włożyłam słuchawki na uszy i wyruszyłam przed siebie. Nagle muzyka została przerwana, przez wibracje w telefonie. Na ekranie wyświetliło się jego imię... 
Moje serce zaczęło szybciej bić, czyżby zaczął mnie szukać?!
"Może się martwi" - przeszła mi myśl po głowie.
Nie to niemożliwe, nazwał mnie "dziwką", pewnie chce mnie znaleźć, po to aby mnie bardziej obrażać. Jedyna myśl, jaka teraz krążyła mi po głowie, to była ucieczka. Nie mam za dobrej kondycji, ale w tej sytuacji to konieczne. Schowałam słuchawki do torebki, a tą przewiesiłam przez ramię, aby lepiej mi się biegło. Najpierw truchtałam, jednak, gdy zdałam sobie sprawę, że taka ucieczka jest bezsensu, przyspieszyłam. Przez całą drogę odwróciłam się, tylko raz. Naszczęście wtedy niczego podejrzanego nie zobaczyłam. Kiedy dotarłem do domu, byłam zmęczona i spocona. Nie miałam ochoty iść na obiad z mamą, która pytała by mnie, jak minął mi dzień. Musiałabym skłamać, czego nie lubię robić. Odtworzyłam drzwi, odłożyłam wszystkie rzeczy na szafkę, udałam się do łazienki, przeskakując po dwa stopnie na schodach. Zamknęłam drzwi i w tym momencie poczułam się bezpiecznie. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro. Nie wyglądałam, aż tak najgorzej. Jedynie włosy były potargane. 
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Każda kropelka wody, była dla mnie ukojeniem. Po całym dzisiejszym dniu, teraz dopiero poczułam się zrelaksowana i spokojna. Kiedy skończyłam swoją odświeżającą kąpiel, wzięłam ręcznik i owinęłam się nim. Nie miałam ochoty na suszenie włosów, ani malowanie się. Wychodząc z pomieszczenia, zaczęłam zastanawiać się, co moge na siebie ubrać. Jednak, jak weszłam do pokoju, nie myślałam, że ktoś tam będzie. Przez chwilę całkowicie straciłam dech w piersiach. Zaczęłam się trzęść, na jego widok. Siedział odwrócony plecami do mnie i prawdopodobnie patrzył przez okno. Miałam jeszcze czas, żeby po cichu wyjść i zadzwonić na policję. 
"Nie zrobię tego, nie jestem przerażoną dziewczyną, która boi się jakiegoś chłopaka" - powtarzałam sobie w myślach. 
Podeszłam do szafy i udawałam, że go tu nie ma.
- Zamierzasz udawać, że mnie tu nie ma? - zapytał.
- Tak - odpowiedziałam chamsko.
Oboje chyba zdziwiliśmy się moim tonem głosu.
- Ashley... Chce cię przeprosić - wstał i spojrzał na mnie. 
Odwróciłam się i również popatrzyłam na niego.
- Wyglądasz seksownie w samym ręczniku - stwierdził.
W jego ustach brzmiało to jak najlepszy komplement na świecie, moje serce biło szybciej. Chciałam na niego teraz skoczyć i go przytulić. Dlaczego on tak na mnie działa, zrobił mi tyle złego, a ja dalej go kocham. 
Zarumieniłam się, a Felix to zauważył:
- Jak masz czerwone policzki, wyglądasz słodko - uśmiechnął się.
Nie moge pokazać mu, że czuje się przy nim inaczej. Uzna mnie za słabą, a pózniej znowu zacznie mnie ranić. Nie chce tego, dlatego odwróciłam się plecami do niego.
- Przestań! - krzyknęłam.
- Co? - usłyszałam zdziwienie w jego głosie.
- Zawsze jest tak samo, najpierw mnie komplementujesz, a potem obrażasz dlaczego? - kiedy to powiedziałam poczułam, że nie jestem już tak silna.
- Kiedyś się dowiesz...
- Dlaczego nie moge teraz wiedzieć?
- Posłuchaj kocham cię, mimo, że się tak zachowuję. Czasami musisz to wytrzymać. Zrozum też, że nienawidzę Oscara i ten człowiek mnie wkurza. 
Odwróciłam się znowu, tym razem Felix stał tuż obok mnie. 
Położył palce ma moim policzku i pocalował go.
Przeszły mnie ciarki.
- Chciałbym kiedyś znowu cię zobaczyć w ręczniku, ale teraz musisz się zbierać. - oznajmił.
- Skąd wiesz? 
- Twoja mama napisała karteczce na lodówce.
Zachochotałam, a on się uśmiechnął. Podszedł do drzwi.
- Poczekaj oprowadzę cię - zaproponowałam.
- Wiem jak trafić, ty sie ubieraj. Do zobaczenia.
Popatrzyłam na zegarek dochodziło w pół do czwartej. 
- Cholera! - krzyknęłam.
Ubrałam się w turkusową sukienkę na ramiączkach, czarne koturny i czarny naszyjnik. Nie miałam czasu na kręcenie włosów, dlatego  tylko je uczesałam. 
Zanim wyszłam, sprawdziłam wszystko w domu i na koniec zamknęłam drzwi. Pobiegłam szybko na autobus. Zdążyłam w samą porę, akurat podjeżdżał na przystanek. Jechałam 10 minut, po czym wysiadłam i zadzwoniłam do mamy zapytać się, gdzie jest. 
- Hej mamuś, gdzie jesteś?
- Czekam na ciebie ,za ile będziesz?
- Za 5 minut - powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Budynek nie jest za wielki, ani za bardzo luksusowy. Jednak jest tam wyśmienite jedzenie, kiedy nie chce nam się z mamą robić obiadu, chodzimy tam.
W środku jest klasycznie, wszystko białe i proste.  Nie wiedziałam, gdzie usiąść, dlatego spytałam się recepcjonisty:
- Gdzie siedzi Pani Kien? 
- Drugi stolik po prawej. - odpowiedział.
- Dziękuję.
Poszłam w tamtą stronę. 
- Cześć mamo - uśmiechnęłam się do kobiety.
- Usiądź, musimy o czymś porozmawiać. 

-------------------------------------------------------------------------

Hejka!!!
Po długiej przerwie, ale jest!!!!
Przepraszam za wszystkie błędy, ale pisze na telefonie. Jeśli jeszcze nie wiecie dlaczego, to przeczytajcie notkę z przed tygodnia.
Narazie nie mam żadnych spraw, poza tym nieszczęsnym obrazkiem. Dalej szukam chętnych! Mówcie też co byście zmienili, albo o czym chcecie więcej czytać. Może o Ashley i Felixie, albo Ahley i Oscarze, czy może w ogóle o czymś innym. Komentujcie tam na dole! 

niedziela, 1 marca 2015

NOTATKA OD AUTORKI

Hejka misiaki!
Chce wam tylko oznajmić (a nie mam innego sposobu na to), że zepsuł mi się, niestety komputer. Jak sami rozumiecie nie mam jak dodawać rozdziałów na bloga. Nieszczęściem jest też to, że nie wiadomo czy go odzyskam. ALE postaram się, jakimś sposobem dodawać nowe posty. Wiem, że czekacie już długo na rozdział 9, ale w tym tygodniu zacznę go pisać i mam nadzieję, że ukaże się w weekend. To chyba tyle, mam nadzieję, że mnie rozumiecie. 

piątek, 13 lutego 2015

ROZDZIAŁ 8

W wozie policyjnym, nie pachniało jakoś wspaniale. Po podłodze walały się śmieci. Okna były pokryte brudem, na fotelu obok mnie leżała czyjaś kurtka.
Z radia leciała "wiejska" muzyka, ja nie wiem skąd pochodzili ci policjanci, ale gustu do muzyki to oni zupełnie nie mieli.
Ręce zaczęły mi mrowieć, modliłam się o to, abyśmy, jak najszybciej dojechali do komisariatu. Nie miałam nawet torebki na widoku, wszystkie moje rzeczy wzięli i schowali. Dobrze, że przynajmniej w nich nie grzebią. 
Podróż nie należała do najprzyjemniejszych, mężczyźni w mundurach nie okazali się najlepsi do rozmowy. Nawet jak wysiadałam, szarpnęli mnie mocniej niż podejrzewałam. Zaprowadzili mnie najpierw do małego szarego pomieszczenia z jednym krzesłem i stołem. Czułam się jak przestępca, a w sumie nic takiego wielkiego nie zrobiłam. Tak sądzę... Żałowałam, że kurtkę schowałam do torebki, w pokoju nie było za ciepło. Nie wiedziałam, jak ludzie wytrzymują w podobnych miejscach, kilka lat. Co jeśli to zepsuję mi szanse na przyszłość? Przez ten głupi wybryk wszystko sobie zrujnowałam. Może nie dostane się do dobrego colleg'u. Bałam się, tego, co się stanie. Konsekwencję mogą być poważne. Głupia jestem, że o tym nie pomyślałam. "To był jedyny i ostatni raz, kiedy tutaj trafiasz".
Usiadłam spokojnie na krzesło, położyłam ręce na stół i czekałam. W sumie niedługo zjawił się policjant, który kazał kierować mi się do pokoju nr 17 na przesłuchanie.
Otwierając drzwi, moje serce biło jak szalone. Chciałam się rozpłakać, nie chce mieć problemów, a szczególnie z policją. Powstrzymałam się od płaczu, jednak poleciała mi jedna mała łezka, kiedy weszłam. 
- Dzień Dobry - mężczyzna zza biurkiem, nawet na mnie nie spojrzał, gdy to powiedział. Czytał coś w papierach.
Otarłam szybko swój policzek i usiadłam na krześle przed nim.
- Nazywam się Komisarz Finn i jak wiesz jesteś na przesłuchaniu.
Na te słowa zaczęłam się trząść. Znowu naszła mnie ochota na płacz. Mężczyzna chyba to zauważył, bo od razu powiedział:
- Nie denerwuj się! Nic się nie stanie. Nie będzie żadnych konsekwencji. Chcemy po prostu porozmawiać. Nie masz się o co martwić, bo nie byłaś pod wpływem alkoholu.
Przełknęłam mocno ślinę i zaczęłam mówić.
- Jestem Ashley Kien.
- Może coś więcej opowiesz? - zachęcał mnie komisarz.
- Mam 18 lat. Uczęszczam do szkoły na Middleroad 45. Jestem na ostatnim roku. Mieszkam...
- Dobrze dziękuję. Resztę wiem. - powiedział z uśmiechem.
- To po co, to Panu było? - zapytałam oskarżycielskim tonem.
Pan Finn spojrzał się na mnie i pokręcił głową, po czym spojrzał w komputer i zaczął coś wpisywać.
- No dobrze panienko Kien, proszę powiedzieć mi, co robiłaś w parku Roosiping?
Nie wiedziałam do końca, co mam powiedzieć. Mówić to co, trzeba czy iść w zaparte. Czy jeśli nic nie powiem, coś się stanie.
Popatrzyłam na swoje nogi, tak jak to robię w stresowych sytuacjach. 
- Cóż - mój głos był niewyraźny i ledwo słyszalny.
- Proszę podnieść głowę i mówić do mnie, a nie do nóg.
Oparłam nogę na nogę i wreszcie odpowiedziałam komisarzowi.
- Kolega mnie tam przywiózł i to on wyprowadził mnie ze szkoły.
Wiem, że nie postąpiłam po koleżeńsku, ale on był tchórzem i powinien wreszcie ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. 
- Jaki kolega?
- Oscar Enestad - odpowiedziałam bez żadnego poczucia winy.
- W sumie to nie całkiem jego wina, bo gdybyś nie zgodziła się pójść, nie siedziałabyś tutaj.
On miał rację, gdyby nie moja głupota. Wszystko byłoby normalnie. 
- Dobrze muszę zawiadomić twoją mamę.
Tylko nie to. Jeśli by się o wszystkim dowiedziała, miałabym szlaban do końca życia. Zrobiło mi się gorąco, na samą myśl o tym, że mama przyjeżdża mnie odbierać z komisariatu.
- Czy musi być to koniecznie moja matka? - zapytałam.
Mężczyzna zdziwił się tym pytaniem. Myślę, że po raz pierwszy je słyszy. Nie wiem, skąd nagle mam tą odwagę. Jednak wolę, żeby nie było nie potrzebnego stresu u mnie w domu. Przecież musiałabym wysłuchiwać tej jej całej gadaniny.
- No dobrze - dziwne było, że się zgodził. Zwykle policjanci z filmów są strasznie chamscy. W sumie, po co, nad tym jeszcze myślę.
- Felix Sandman, do niego proszę zadzwonić - ciarki mnie przeszły po plecach, gdy wypowiedziałam jego nazwisko. Tylko on, jako jedyny zrozumie mnie i do tego nakrzyczy. Moje serce chciało go zobaczyć, ale mózg wiedział, że mamy, jeszcze jedną nie wyjaśnioną sprawę ze sobą. 
Pan Finn wybierał numer, a ja siedziałam na krześle i czułam bardzo dziwne uczucie w brzuchu. Byłam zdenerowowana, ręce mi drżały, puls się zwiększył,a płuca nie nadążały z pobieraniem tlenu.
- Jest pani wolna - usłyszałam.
Na te słowa, wstałam z krzesła i jak najszybciej wyszłam z pokoju. Odetchnęłam z ulgą, gdy znalazłam się na korytarzu. Tylko jeszcze, jak mam wyjaśnić wszystko Felixowi. Nawet nie wiem, czy mam na to siłę. Jestem zmęczona, liczyłam na udany i wspaniały dzień, a skończy się tym, że dostanę szlaban. Zapewne "mój chłopak" wypapla wszystko mamie. 
Nagle podszedł do mnie młody policjant. Modliłam się tylko o to, aby nie wezwali mnie na kolejne przesłuchania.
- To pani torebka - powiedział i podał mi moją własność.
Szybkim ruchem ręki, wyrwałam mu ją i jak najszybciej ruszyłam w stronę wyjścia. Nie chciałam zostawać tu, ani minuty dłużej. 
Nabrałam powietrza, kiedy tylko znalazłam się na świeżym powietrzu. Czułam się, jakby więzili mnie tam kilka lat. Wyjęłam telefon z torebki i nic. Żadnego głupiego nieodebranego połączenie, ani zasranej wiadomości. Myślałam, że Oscar się zainteresuję, a on nic. Nie wiem, dlaczego, aż tak źle się z tym czułam. Przecież wiedziałam, od momentu, kiedy zwiał, że nie mogę liczyć na jego pomoc. Jednak miałam jakąś maleńką nadzieję, na jego zainteresowanie.
- Cholera - krzyknęłam na cały głos.
- Czyżby coś się stało? - usłyszałam głos, którego się najbardziej bałam.
Spojrzałam w prawo. Stał tam, patrząc w ziemię z skrzyżowanymi rękoma na piersi. Nie wydawał się zły, w sumie nie wydawał z siebie żadnych emocji. Podeszłam do niego, dalej na mnie nie patrzał.
- Jedziemy? - zapytałam.
- Ta, mhm - odpowiedział, po czym odsunął się od auta i poszedł na drugą stronę.
Unikał mnie wzrokiem, dziwiło mnie to. Myślałam, że na mnie nakrzyczy, a przez to, że tego nie zrobił, czuję się jeszcze gorzej. Przez głowę przebiegła mi myśl, skąd on ma ten samochód. Na tę chwilę było mi to obojętne, więc po prostu wsiadłam. Kiedy Felix ruszył, nie mogłam się powstrzymać i spytałam.
- Czemu na mnie nie krzyczysz?
- A czemu miałbym to robić?
W myślach słyszałam, jak krzyczę "Bo jesteś moim cholernym chłopakiem!".
- Za tą akcję z policją - oznajmiłam po prostu.
- Ash jesteś dorosła, sama ponosisz za siebie odpowiedzialność. 
Stanęliśmy na światłach i wtedy popatrzył się na mnie.
- Dobra w dupie mam udawanie takiego idioty. Kurwa Ashley, co ty sobie myślałaś?! Sądzisz, że Oscar jest typem, który się o kogoś martwi?! Ostrzegałem cię przed nim, ale widzę, że gówno to dało!
Wrócił mój dawny Felix, cieszyłam się, że taki jest. Troszczył się o mnie, uśmiechnęłam się z tego powodu.
- Bawi cię to?! - zapytał z wściekłością.
- Nie, ale cieszę się, że wróciłeś - powiedziałam.
Widziałam, jak po jego twarzy przebiegł niewinny uśmiech.
- Dość mam tego! Wróciłem dla tego, żebyś nie narobiła sobie, jeszcze większego syfu.
- Dobra, wiem o tym. Dostałam nauczkę - wyciągnęłam rękę, żeby podgłośnić radio. Jego dłoń była szybsza. Chwycił mnie za nadgarstek i zaczął krzyczeć.
- Jaką nauczkę?! Chcesz ominąć ten temat?! Jakby go nie było?! Słuchaj on jest! Tak samo jak nasza nie wyjaśniona sprawa z twoim pocałunkiem!
Obie dłonie zacisnęłam, jak najmocniej, ale musiałam odpowiedzieć:
- A Z TWOJĄ RĘKĄ NA MOIM POLICZKU, JAKBYŚ ZAPOMNIAŁ!
- MIAŁEM POWÓD! A ty co alkohol, czy po prostu nowa przygoda łóżkowa? - zaśmiał się.
- Nienawidzę cię! Wysadź mnie tutaj! - rozpłakałam się.
Jak on może mnie tak traktować i tak obrażać? Na imprezach robi się różne rzeczy, ale żeby od razu, porównywać mnie do jakiś dziwek, przez jeden niewinny pocałunek.
- No, co chyba nie powiedziałem nie prawdy? - uśmiech nie schodził z jego twarzy - A dzisiaj to co? Też poszłaś z nim z czystej ciekawości? Przyznaj się liczyłaś na coś więcej! - nie mogłam uwierzyć w to, co on mówi.
- Tak jestem dziwką, pasuję ci to! - rozpłakałam się bardziej - Żałuję, że poznałam was obu! - krzyknęłam i otworzyłam drzwi od auta.

------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami!
Jak widzicie udało mi się. Napisałam go w ciągu tygodnia. Jestem z tego powodu bardzo dumna. W ciągu dwóch dni na bloga było dużo odwiedzin. Dobiliśmy, aż do 800 odwiedzin, z czego też jestem dumna i to bardzo. W poniedziałek wracam do szkoły, co oznacza pisanie dla was, tylko weekendami. Niestety mówię wam otwarcie, że będziecie musieli czekać. Otwarcie oznajmiam wam, że rozdziały będą dodawane w weekendy, jeśli się one nie pojawią, znaczyć będzie, że ukażą się w czwartek. 
Jakieś ogłoszenia:
Nie mam ich za wielu. Nowi bohaterzy się pojawili. Nie zrobiłam tej strony, której chciałam,ale może jeszcze przez te 2 dni się uda.
To chyba tyle.


wtorek, 10 lutego 2015

LIEBSTER AWARD!!!

Chcę podziękować Ashlie Steen (http://zazakretemas.blogspot.com/) i Seminii (http://loveiscrazytfcfanfiction.blogspot.com/) za nominację do LIEBSTER AWARD!!! Nie spodziewałam się że kiedyś dostane tą nagrodę. Ale naprawde dziękuje ijestem z tego powodu bardzo szczęśliwa

Co to?: Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.




Odpowiedzi na pytania:
Ashlie Steen:
Dlaczego akurat taki temat wybrałaś/łeś na swojego bloga?
Bo najbardziej lubię ten zespół, chciałam o nim napisać od dawna i tak jakoś wyszło.
Co cię skłoniło do założenia bloga? 
Moja mama, która wiedziała o tym, że pisze i kazała mi spróbować takie opowiadania pisać na forum.
Jaki jest twój ulubiony cytat?
"Jedna chwila i wszystko się zmienia" "Kochać to niszczyć, a być kochanym znaczy zostać zniszczonym"
Jaka jest twoja ulubiona książka lub seria?
Century
 Jaką pisarkę/pisarza lubisz najbardziej?
P.D. Baccalario
 Jaki gatunek literacki lubisz najbardziej?
fantasy i przygodowe
Jaki jest twój ulubiony film?
Burleska od nie dawna
Czym się interesujesz?
W sumie różnie, nie mam jednej pasji, lubię sie zajmować najcześciej artystycznymi rzeczami
Jaki jest twój ulubiony kolor? 
Chyba niebieski, szary, biały
Jaką książkę przeczytałaś/eś najszybciej? 
Zdecydowanie Century część 1
Jak długo piszesz opowiadania?
Zaczęłam w tamtym roku koło kwietnia

Seminii:
1. Do jakich fandomów należysz?
Fooers, 5sosFamily, Janoskionators,
2. Mieszkasz w mieście/ na przedmieściu/ na wsi ..? 
w mieście
3. Masz jakiegoś zwierzaczka? 
Już nie mam
4. Masz chłopaka/ dziewczynę? 
Mam chłopaka
5. Jesteś szarą myszką czy raczej wolisz się wywyższać?] 
Nie wiem, nie mnie to oceniać.
6. Dlaczego zacząłeś pisać? 
W sumie nie wiem dlaczego, tak sie stało i już
7. Podoba ci się twoje imię? 
Mogło być gorsze, nie narzekam.
8. Który numer masz w dzienniku? 
3
9. Ilu masz przyjaciół? 
Nie liczę tego, jednak mam na kim polegać w trudnych sytuacjach.
10.W której jesteś klasie? 
2 gimnazjum
11.W przyszłości wolisz mieszkać w Polsce czy raczej za granicą?
Za granicą

Nominuje:

Moje pytania:
1.Jak poznałaś/łeś The Fooo?
2.Dlaczego wybrałaś/eś taką tematykę?
3.Od jak dawna piszesz?
4.Do jakich fandomów należysz?
5.Jaki jest twój ulubiony film?
6.Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
7.Kiedy masz urodziny?
8. Umiesz jeździć na nartach lub snowboardzie 
9. .Masz rodzeństwo?
10. Jakie jest twoje ulubione danie?
11.Kiedy następny rozdział?

poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 7

Felix Pov

Siedziałem przy oknie, trzymając telefon w ręku. Zastanawiałem się czy zadzwonić do Ashley, czy zaczekać do jutra. Byłem wściekły na siebie i na nią.
"Dlaczego to zrobiła? Rozumiem, że chciała się zabawić, ale nie musiała go całować. Jest mi wstyd, za to, że potem ją uderzyłem, ale to chyba było zrozumiałe. Emocje mną ogarnęły i tyle, a nią co ogarnęło? Alkohol... i to wszystko. Teraz Oscar ma wszystko czego chciał. Sprawił, że Ashley mnie nienawidzi i prawdopodobnie ze mną zerwie. Do tego wszyscy ludzie zobaczyli, jaki jestem agresywny. Dałem się sprowokować i to jeszcze przez najgorszego kretyna na świecie."
- Przepraszam Ashley - powiedziałem po cichu.
Usiadłem na łóżku, schyliłem głowę i ręce położyłem na karku.
- Co ja teraz mam zrobić? - mówiłem sam do siebie.
Siedziałem tak, nie ruszając się przez ponad godzinę. Nagle, ktoś otworzył drzwi w moim pokoju. Odwróciłem się i zobaczyłem małą postać z misiem w ręku. 
- Felix, nie mogę spać - oświadczył mój młodszy brat.
Josh miał dopiero 5 lat i bardzo rzadko spał sam przez całą noc. Zwykle śniło mu się, coś strasznego i dlatego przychodził. Jednak dzisiaj było inaczej.
- No to wskakuj do łóżka. Znowu zły sen?
- Nie - odpowiedział - Nie spałem odkąd wyszedłeś z domu i martwiłem się o ciebie.
Popatrzyłem na niego, wyglądał tak niewinnie, jakby żadne sprawy go nie dotykały. Jednak teraz zrozumiałem, że było inaczej. Przejmował się każdym moim wyjściem z domu, (pewnie nie tylko moim) dlatego miewał koszmary.
Położyłem się obok niego i powiedziałem:
- Już się nie musisz martwić, jestem cały i zdrowy.
Spojrzałem na niego, jak zamykał oczy, po czym sam zamknąłem swoje.
Ashley pov

Otworzyłam oczy i zobaczyłam tylko ciemność. Leżałam na jakimś łóżku, ubrana w luźną podkoszulkę i krótkie wełniane spodenki. Zaczęłam macać wszystko, co leżało blisko mnie. Na podłodze wyczułam swoje ubrania,a w spodniach znalazłam telefon. Włączyłam z niego latarkę i oświetliłam część pomieszczenia. Byłam w swoim pokoju, dziwne, że go nie rozpoznałam. Jak się tu znalazłam? Nagle poczułam ból na policzku, dotknęłam go i zastanawiałam się, czy mam na nim jakąś ranę. Zapaliłam światło w pokoju i podeszłam do lustra. Miałam wielki czerwony odcisk. Gdzie mogłam się wczoraj na imprezie uderzyć? Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć. Moje wspomnienia po chwili zaczęły wracać. Kłótnia z Felixem, jego ręka, wielki ból. Do domu chyba przyniósł mnie Oscar. Mam nadzieję, że mama nie widziała mnie w takim stanie. Nie puściła by mnie na żadną imprezę, już nigdy więcej. Po tej akcji z wczoraj, sama nie wiem, czy kiedyś jeszcze pójdę na domówkę. Jest jeszcze sprawa z Felixem, na pewno wiem, że nie chce go widzieć przez najbliższy czas. Wiem, że przesadziłam ale on też nie jest święty. Co jeśli, kiedyś powtórzy się taka sytuacja? Znowu mnie uderzy,a ja nie chce cały czas mu wybaczać. Oczywiście nie oddam mu, bo jestem na to za słaba. Powinnam z nim porozmawiać, ale zrobię to jutro po szkole. Teraz muszę położyć się do łóżka i odpocząć przed jutrem.
                                                   *************
Budzik zadzwonił około szóstej rano, wiedziałam, że po imprezie śmierdzę, dlatego szybko pobiegłam do łazienki. Zdjęłam piżamę i wskoczyłam pod prysznic. Minęło 15 minut i wyszłam, założyłam ręcznik i zaczęłam się szykować do szkoły. Mycie twarzy, zębów, suszenie, czesanie, malowanie i perfumowanie zajęło mi dużo czasu. Więcej niż zazwyczaj... Zanim wyszłam usłyszałam jak ktoś chodzi w kuchni na dole. To znaczyło, że moja mama wstała i zanim wyjdę do szkoły będę musiała jej opowiedzieć, jak było na imprezie. Nie lubiłam kłamać, a szczególnie mamie, ale w tym wypadku to konieczne. Ubrałam się w białą bluzkę na ramiączkach i w czarne legginsy (włosy, jak zwykle rozpuszczone). Spakowałam do torebki kilka zeszytów i długopis. No i poszłam do kuchni. Tak właśnie wygląda mój codzienny poranek.
- Hejka mamuś - powiedziałam i uśmiechnęłam się do kobiety, kiedy tylko ją zobaczyłam.
- Witaj słoneczko, jak impreza?
Przyszedł ten moment, kiedy muszę powiedzieć:
- Świetnie, a tobie jak minęła noc?
- Dobrze... co ty taka podejrzanie radosna jesteś? - mama odwróciła się do mnie.
- Zdaje ci się - odpowiedziałam i zaczęłam zmieniać temat - jest jeszcze kawa?
- Tak jest - oznajmiła i wróciła do czytania porannych wiadomości.
Spojrzałam na nią i żałowałam, że nie mogę jej powiedzieć prawdy. Westchnęłam tylko i dalej nalewałam kawę do kubka.
- Mamo ja się zbieram. Do zobaczenia wieczorem, będę o... - nie zdążyłam dokończyć, kiedy usłyszałam.
- Dzisiaj idziemy na obiad do tej włoskiej restauracji o 16. Nie spóźnij się.
Wygląda na to, że mama chciała coś ważnego ze mną omówić.
- Dobrze, dobrze - odpowiedziałam.
- Idziesz z Naomi do szkoły? - zapytała mnie, jeszcze przed wyjściem.
- Nie umawiałam się, ale mogę po nią podejść - wiedziałam, że wolała, kiedy chodziłam z nią niż sama.
Na te słowa uśmiechnęła się i oznajmiła:
- Miłego dnia.
Założyłam białą kurtkę,czarne trampki i wyszłam z domu.
                                                 ************
Dobrze, że Naomi mieszka kilka domów dalej i nie muszę daleko chodzić. Przed furtką, zadzwoniłam do niej, żeby się dowiedzieć, czy jest już ubrana. 
- Halo - usłyszałam.
- No hejka, to ja Ash. Wychodzisz już?
- Tak, za jakieś 5 minut.
- To świetnie, czekam przed domem - powiedziałam i rozłączyłam się.
Wyjęłam z torby słuchawki i założyłam tylko jedną. Włączyłam sobie The summer set boomerang. Zaczynała się wiosna, a już było około 20 stopni rano. Zdjęłam kurtkę i żałowałam, że nie wzięłam okularów przeciwsłonecznych.
- Hejka - usłyszałam znajomy głos.
Była to Naomi, która wyszła już z domu.
- Jak po imprezie? - spytała.
- Nawet mi nie przypominaj...
- Co się stało?
- Nie wiem, w którym momencie sobie poszłaś, ale zacznę od tego, że całowałam się z Oscarem i w tym momencie przyszedł Felix. Pokłóciliśmy się i mnie uderzył.
- Co? Jak to? - zdziwiła się.
- No tak było i...
- Ashley - przerwała mi - przepraszam to moja wina.
- Co twoja wina!? - zdenerwowałam się.
- To ja zadzwoniłam po Felixa.
Byłam w szoku, ale w sumie to nie jej wina, że on mnie uderzył, nie wiedziała, że tak się stanie. Martwiła się i to wszystko.
- Spokojnie, nie jestem zła na ciebie. Przecież nie wiedziałaś, co się wydarzy.
Naomi rzuciła mi się na szyję, a ja odwzajemniłam jej uścisk.
- Chodźmy już, bo się spóźnimy - powiedziałam.
Pokiwała tylko głową i ruszyłyśmy w stronę szkoły.
                                             ****************
Moja pierwsza lekcja minęła strasznie, do tego wszystkiego dostałam sms od Oscara.
"Wyjdź po swojej pierwszej lekcji"
Nic nie odpisałam, ale byłam ciekawa o co chodzi.
Po dzwonku zeszłam po schodach na parter budynku i zobaczyłam przez okno jakiegoś blondyna w oddali, ale nie byłam pewna, czy to jest Oscar. Zaryzykowałam i wyszłam ze szkoły, na dźwięk zamykanych drzwi, chłopak spojrzał się na mnie i zaczął iść w moim kierunku. Po chwili już wiedziałam, że to on.
- Hej - powiedziałam, kiedy był już wystarczająco blisko mnie.
- Witaj piękna - na te słowa, przewróciłam oczami - no dobra mniejsza z tym, sprawa jest taka, że zabieram cię ze szkoły.
- Co? - krzyknęłam.
Palcem pokazał mi, żebym była ciszej.
- Zwariowałeś! Niby jak chcesz to zrobić?
- Proste! Musiałem wejść, jakoś na teren szkoły, więc wmówiłem tym ludziom od ochrony, że jestem twoim bratem. Podpisałem kilka papierków, oczywiście twoim nazwiskiem i wpuścili mnie.
- A jak im wytłumaczysz, że wychodzę?! Nie masz na to upoważnienia.
- A co, jeśli mam podrobione dokumenty? - pokazał mi zmieniony dowód osobisty.
- Kiedy? Jakim cudem? - byłam zaskoczona i równocześnie podekscytowana.
- Mam swoje sposoby. Idziemy? - zapytał z zadowoleniem.
- Muszę zabrać, tylko rzeczy z szafki.

Okazało się, że okłamanie ludzi od pilnowania uczniów, nie było wcale, takie trudne. Razem z Oscarem udawaliśmy, że jestem chora i musi mnie zabrać do lekarza. Czułam się jednocześnie cudownie, a z drugiej źle. To były moje pierwsze wagary, które zostały sprytnie usprawiedliwione. Do tego wszystkiego miałam uczucie, jakbym zdradzała Felixa. Jednak on się nie odzywa, może to naprawdę jest koniec.
- ASH! - krzyknął Oscar.
- Hm?
- O czym tak myślisz?
- O wszystkim i o niczym - uśmiechnęłam się do niego - gdzie idziemy?
- Znam fajne miejsce, ale jest daleko stąd, więc od ciebie zależy, czy chcesz tam jechać czy wolisz zostać tutaj w mieście.
W mieście jest niebezpiecznie, bo w każdej chwili może mnie ktoś zobaczyć, jak wagaruję.
- Możemy pojechać w to "fajne miejsce".
Nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. Dalej szliśmy w milczeniu, po 10 minutach zorientowałam się, że przystanek autobusowy jest w drugą stronę.
- Ej słuchaj, idziemy w złym kierunku, do autobusu idzie się tamtą ulicą - wskazałam palcem na Erie St. Jednak on szedł dalej, jakby nie usłyszał tego co powiedziałam. Podbiegłam do niego, a on w tym samym momencie odwrócił się i oznajmił:
- Po co nam autobus, skoro mamy to - położył dłoń na dachu jakiegoś samochodu.
- U-umiesz jeździć?
- Tak, więc chyba nadeszła ta pora, gdzie zabieram cię na przejażdżkę.
Otworzył mi drzwi od samochodu, wsiadłam z lekką obawą, co się może stać.
Po chwili oboje siedzieliśmy na swoich miejscach i byliśmy gotowi na małą podróż.
Oscar miał włączone swoje ulubione piosenki, jakiegoś nieznanego mi zespołu. W sumie nie było to w moim guście, dlatego włączyłam swoją muzykę na telefonie. Założyłam słuchawki i zaczęłam rozmyślać o Felixie. W pewnym momencie poczułam jego rękę na moim udzie. Od razu zdjęłam słuchawki i zapytałam:
- Co ty robisz?
- Nic, rozluźnij się.
Nie zrozumiałam o co mu chodziło. Jednak założyłam jedną nogę, na drugą i w ten sposób, nie mógł już mnie dosięgnąć. Wolałam, żeby został dystans między nami. Nie chciałam się zbliżać do niego, a szczególnie w taki sposób. Jechaliśmy dalej w milczeniu. Po 10 minut samochód się zatrzymał, zgadywałam, że byliśmy już na miejscu. Rozpięłam pasy i wysiadłam, znajdowaliśmy się przed parkiem miejskim, na obrzeżach miasta. Nigdy tu wcześniej nie byłam. Z tej odległości wszystko wyglądało normalnie. Zwykły park, pewnie na środku było jeziorko lub fontanna. Oscar szedł w stronę bramy i w tej chwili zobaczyłam, że była ona zamknięta. Chłopak zaczął się po niej wspinać, a ja nie wiedziałam, co mam zrobić. Stać tak dalej, czy może pójść za nim?
- Poczekaj tutaj! - krzyknął.
Zauważyłam jak biegnie, gdzieś w gęste krzaki. Po chwili brama się otworzyła, a ja ruszyłam w jej kierunku. Nagle zza drzewa wyskoczył Oscar.
- I jak ci się podoba niespodzianka? - zapytał.
- Czy możemy tu być? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Jasne, ten park od dawna jest zamknięty, a moi koledzy wyłączyli wszystkie kamery znajdujące się w tej okolicy.
- Nikt, jeszcze się nie skapnął?
- Nie - odpowiedział z uśmiechem.
- Chodź pokaże ci coś! - wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Widać, że nikt tutaj nie dbał o roślinność. Trawa w pewnych miejscach sięgała po kolana. Od czasu do czasu widać było małą stokrotkę. Jedyne, co wyglądało normalnie, to były drzewa. W pewnym momencie usłyszałam śmiech ludzi, a po kilku następnych sekundach, już ich zobaczyłam.
- To jest ta moja niespodzianka - oznajmił.
Otworzyłam usta z wrażenia. Na wielkiej polanie, znajdowało się ponad setka dzieciaków, w wieku 15-20 lat. Większość siedziała w grupkach kilkuosobowych, niektórzy chodzili po wszystkich i dołączali się do rozmowy. Wszyscy mieli koce, były też pojedyncze namioty. Parę osób się całowało pod drzewami (dokładnie wpychali sobie język do ust). Jeden chłopak miał gitarę. Jednak najbardziej zdziwiło mnie to, że wszyscy mieli alkohol,papierosy i pełne torebeczki z ziółkami. Czy oni nie umieją się inaczej bawić?
- Oscar! - zawołał jakiś jego kolega.
Na oko wydawał się w wieku Felixa i był podobnego wzrostu. Nosił luźne ciuchy (przypominał trochę hipisa). Swoje ciemnoblond włosy, przytrzymywał bandaną, która była na jego czole. 
- Siema OG! - przywitał się Oscar i przybił mu piątkę.
- Dawno cię tu nie było - odpowiedział mu chłopak.
- Fakt, ale dzisiaj zaprosiłem koleżankę.
- Jestem Ashley - oznajmiłam i podałam mu rękę.
- Oscar,ale mów mi OG - uśmiechnął się - Ile masz lat?
- 18 
- Czyli wagary? - zaśmiał się.
- Można powiedzieć, a jak twoja szkoła? 
- Dziewczyno mam 20 lat, tak jak on - powiedział i wskazał palcem na Oscara.
Nigdy nie interesowałam się wiekiem wroga Felixa, ale teraz się zdziwiłam. Zawsze myślałam, że był w moim roczniku.
- Dobra chodź zapoznam cię - oznajmił Oscar i objął mnie w pasie - Przepraszam za niego, zwykle jest trochę inny. Sama rozumiesz alkohol...
Nic nie powiedziałam, szłam w milczeniu. Podeszliśmy do grupki osób, która nie wydawała się przyjazna na pierwszy rzut oka.
- To jest Ashley - przedstawił mnie.
- Ash to jest James - pokazał na chłopaka w ciemnych okularach - ma tyle lat, co ty. Następnie, to jest Annie - brunetka, posiadała kilka tatuażów - Stephanie - dziewczyna z ciemniejszą karnacją - i na koniec Scoot - on przykuł moją uwagę, wyglądał zwyczajnie i nie pasował mu papieros w ręku. On jako jedyny wstał i podał mi rękę.
- Nie jesteśmy takie, na jakie wyglądamy - powiedziała Annie.
Usiadłam do nich. Nie wiem ile czasu mijało, ale oni byli najlepszymi ludźmi jakich poznałam. Cały czas się śmialiśmy, wypaliłam tylko jednego papierosa oraz wzięłam łyka piwa. Kiedy zrobiło się bardzo gorąco, wszyscy położyliśmy się i opalaliśmy. Leżałam na Oscarze, było mi z nim dobrze. Żadnych kłótni i awantur, jak z Felixem. Nagle zza krzaków wybiegł jakiś chłopak, krzycząc:
- Uciekać! Gliny!
Na te słowa wszyscy wstali i zaczęli zabierać swoje rzeczy.
- O cholera! - usłyszałam od Oscara
Nie mogłam w tym całym zamieszaniu znaleźć swojej torebki. Gdy miałam ją już przy sobie, zorientowałam się, że wszyscy uciekli i zostawili mnie samą. W sumie na ziemi leżało jeszcze kilka osób, ale one były tak pijane, że nie mogły wstać. Przy możliwości złapania przez policję, każdy martwi się o siebie i właśnie to zauważyłam. Usłyszałam jak do parku wbiegają policjanci i krzyczą:
- Przeszukajcie tamten teren!
Nie było sensu już uciekać, kiedy tylko mnie zobaczyli, podbiegli i nałożyli kajdanki. Nie opierałam się, to była moja nauczka, za to, co zrobiłam. Zawiodłam się jedynie na Oscarze i nie wiem, czy zdołam mu jeszcze zaufać.
Co ze mną teraz będzie? Moja mama będzie miała przeze mnie, tylko nie potrzebny stres. Może jednak jest jeszcze ktoś, kto mi pomoże.
Felix...
-----------------------------------------------------------------------------------------

Witam, po długiej przerwie!
Nie było mnie trochę i za to przepraszam. Myślałam, że przed feriami zdążę coś napisać, nie udało się. Miałam za dużo sprawdzianów. Kiedy przyszedł pierwszy tydzień odpoczynku nie miałam dostępu do bloga, ponieważ pojechałam do mamy,a ona ma zepsuty laptop. Jednak zaczęłam drugi tydzień i już wzięłam się do pracy. Od wczoraj pracowałam nad tym rozdziałem. Widzicie, że z tych wszystkich jest najdłuższy, co powinno was cieszyć :). Miałam pomysł, żeby był dłuższy ale odpuściłam sobie. Następną część będę pisać już jutro, więc myślę, że ukaże się w tym tygodniu. Niestety nie obiecuję. Postaram się!
Co nowego na blogu?
1. Pojawiły się nowe postacie w zakładce bohaterzy. Jeśli kogoś pominęłam to napiszcie w komentarzach.
2. Pojawiła się nowa strona "Rozdziały". Tam możecie bez problemu znaleźć każdy rozdział. 
3. Dzisiaj jeszcze postaram się zrobić stronę z muzyką, która pojawiła się w rozdziałach.
4. Jeden rozdział będzie o moich pytaniach i odpowiedziach. Pewnie nie długo się on pojawi. Doda go moja koleżanka, bo mi się po prostu nie chce zajmować tymi sprawami.
5 No właśnie, takimi sprawami jak organizacyjne czy z wyglądem, zajmować się będzie Karolina. Przedstawiam ją, żeby nie było.
6 W tym rozdziale, również jest dodana muzyka.
7 Jest jeszcze pytanie do was. Chcielibyście coś tutaj zmienić?
Komentujcie! Za wszystkie komentarze bardzo dziękuje! Jesteście kochani!


czwartek, 8 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 6

                                                                     Oscar pov

"Muszę to zrobić teraz" - pomyślałem, siedząc na łóżku. Dochodziła siódma wieczorem, a ja miałem nadzieję na spotkanie z Felixem jeszcze dzisiaj. Chciałem mu już wszystko powiedzieć, co, tak na prawdę mam do Ashley. Myślę, że mnie w zrozumie w imię dawnej przyjaźni. Zacisnąłem pięść i zawahałem się przez chwilkę. Jednak nie jestem tchórzem. Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer Felixa. W momencie przyłożenia telefonu do ucha, zacząłem się denerwować. Po chwili usłyszałem znajomy głos.
- Halo - był zmęczony, słychać to było, nawet przez komórkę.
- H-h-hej to ja Oscar. - to chyba nie było nadzwyczajne przywitanie.
- No wiem stary. Mów o co chodzi?
- Spotkajmy się! - powiedziałem już trochę pewniej.
- Nie! - po tym słowach się rozłączył.
"Co za kretyn" - pomyślałem i rzuciłem telefon na łóżko. Oferuję mu swobodne spotkanie, a on jak zwykle stroi fochy. Może to jeszcze nie jest koniec. Chyba mam ochotę dalej się pobawić Ashley. Tylko teraz na jego oczach. Podszedłem do lustra, poprawiłem trochę swoją koszulę i włosy. "Co on takiego ma?" - zacząłem rozmyślać. Felix mój dawny przyjaciel, znany przez dziewczyny jako "największy przystojniak szkoły". Wszystkie go chciały i to mnie zawsze irytowało. Chciałem mieć tą władze co on. Na szczęście mam ją teraz, po wszystkich zdarzeniach, przeniósł się z naszej szkoły. Więc, ja musiałem zostać tym "przystojniakiem". 
- Dość wspomnień Oscar - powiedziałem po cichu.
Musiałem obmyślić plan, jak zacząć grę od nowa i to tak, żeby wyszło. Zacząłem krążyć po pokoju, liczyłem, że coś mi wpadnie do głowy. Jednak to nie pomogło, po pół godzinie rzuciłem się na łóżko i spojrzałem tylko na ekran telefonu.
- Mam - krzyknąłem.
                                     Ashley pov

- Mam - krzyknęłam do Naomi.
- Co takiego? - zapytała się.
- No, co mogłam znaleźć? - przewróciłam teatralnie oczami.
- W twoim wypadku wszystko - odpowiedziała.
Naomi jest moją znajomą od dawna, mieszkamy blisko siebie. Jednak nie uznaję jej za przyjaciółki. Dobrze się dogadujemy i wychodzę z nią często, ale boje się jej zaufać. Ponieważ nigdy nie rozmawiałyśmy o naszych sekretach. Chociaż wiedziała o mnie wszystko np. to, że u mnie w pokoju ciężko coś znaleźć.
- Znalazłam swoją najładniejszą spódniczkę - ucieszyłam się.
- Tylko teraz musisz znaleźć okazję, żeby w niej wyjść.
*Bip Bip*
Po tym sygnale, rzuciłam się na łóżko i od razu odczytałam sms.
"Hejka Ash,
Impreza dzisiaj u mnie ul. Likestreet 5, godz 21
Do zobaczenia  xx."
- Chyba właśnie zdarzyła się okazja - oznajmiłam i pokazałam jej telefon.
- Kto to w ogóle jest?
- Oscar, kumpel z dawnych lat Felixa - zarumieniłam się, na wspomnienie o pocałunku - hm tzn prawdopodobnie mojego chłopaka.
- Masz kogo ...?
- A zapomnij, nie było tematu. Oscar jest bardzo w porządku - wiedziałam, że nie do końca - miły gość i jak widzisz urządza imprezę, więc musimy się tam wybrać.
Od dawna marzyła mi się jakaś imprezę i proszę o to jest okazja. Nie obchodzi mnie, że u Oscara. W całym tym tłumię ludzi, którzy będą, na pewno mnie nie zauważy. 
- Możemy iść, ale powiesz coś temu ... 
- Felixowi?
- Tak właśnie, bo to chyba nie jest uczciwe wobec niego.
- Masz rację, ale nie dowie się, jeśli mu nic nie powiemy. Ty i ja zgoda?
- No zgoda - powiedziała i podała mi mały palec, zrozumiałam o co chodziło i od razu go ścisnęłam.
- Dobra, wracam do siebie się przygotować - oznajmiła, po czym pożegnała się ze mną i razem zeszłyśmy na dół.
Przy drzwiach, jeszcze raz wymieniłyśmy się uściskami i umówiłyśmy się przy głównym placu o w pół do dziewiątej wieczorem.
Wróciłam na górę i zastanawiałam się co ubrać do mojej białej spódniczki. Wyjęłam z szafy kilka ciuchów, w końcu wybrałam lawendowy top na ramiączkach i w tym samym kolorze zapinany długi sweter. Ubrałam się szybko, z włosami nie chciałam nic robić. Poszłam do łazienki tam się upiększyłam i zostało mi jeszcze spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy do torebki. Kiedy to zrobiłam, padłam na łóżko, zamknęłam oczy i pomyślałam o Felixie. "Co się by stało, gdyby się dowiedział? 
Co by zrobił? Pewnie by się wkurzył."
Otworzyłam oczy i szybko wstałam, co spowodowało nagły zawrót głowy. Był tak mocny, że musiałam na chwileczkę usiąść. Często mi się to zdarzało, niestety. Na szczęście, wiem, co w takich sytuacjach powinnam robić. Najczęściej to wypić wodę, jednak nie miałam jej w pokoju. Po chwili było już lepiej i na spokojnie zeszłam na dół, poinformować mamę, że wychodzę.
- Mamo, idę na imprezę
Jak zwykle siedziała i czytała książkę, jej ulubione zajęcie.
- Kiedy wrócisz skarbie?
- Pierwsza lub druga
- Najpóźniej!
Ruszyłam w stronę drzwi. Tam założyłam buty na koturnie i kurtkę, po czym wyszłam. Po kilkudziesięciu minutach byłam na miejscu. Nie widziałam Naomi, dlatego wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam do niej, ale nagle poczułam jak ktoś mnie ściska za ramię. Poczułam paraliż w całym ciele, bałam się spojrzeć kto to. Jeśli był uzbrojony, to już po mnie. Mogłam go co najwyżej walnąć  torebką, na szczęście okazało się, że to była tylko ...
- Jestem, długo czekałaś? - przywitała się Naomi.
Odetchnęłam z ulgą i z zadowolenia, aż ją przytuliłam.
- Co się stało? - roześmiała się.
- Nic, chodźmy już.

Likestreet znajdowała się pół godziny drogi od ostatniego budynku na moim osiedlu. Cieszyłam się, że mogę iść na tą imprezę z Naomi, przynajmniej mnie przypilnuje. Nigdy jeszcze się nie upiłam, ale kto wie, jak będzie teraz. W każdym razie mogłam z nią również pogadać w czasie drogi.

Kiedy dotarłyśmy na miejsce, było już pełno osób. Może Oscar mnie w tłumie nie zauważy, jednak i tak musiałam do niego podejść i oddać mu kurtkę.
- Wchodzimy? - zapytała się moja koleżanka.
- Tak - odpowiedziałam bez wahania.
Ruszyłyśmy w stronę głośnej muzyki i tłumu pijanych nastolatków. Nie minęła chwila, a ja już go zobaczyłam. Puszyste blond włosy są jak odblask, nie trudno ich nie zauważyć. Kilka minut później, patrzył się na mnie i po kolejnych sekundach podbiegł. 
- Przyszłaś - powiedział i się uśmiechnął.
- Tak. Ej gdzie ...
- U mnie w pokoju, zaraz was wprowadzę w klimat.
Jak powiedział tak się stało. Po pół godzinie, byłam już upita i nie wiedziałam co się dzieję. Dziwny był ten stan, nie wiem ile czasu mijało i nawet nie wiem, gdzie była Naomi. Na pewno przez cały ten czas byłam blisko z Oscarem, nie chciałam tego ale nie panowałam już nad sobą i potem wydarzyły się rzeczy, do których nigdy normalnie bym nie dopuściła. Pocałowałam się z Oscarem i to na oczach Felixa. Oczywiście nie podobało mi się to w żadnym stopniu. Wybiegłam od razy za Felixem. Nie wiedziałam, skąd się tutaj wziął, ale zaczęłam się martwić, że to będzie koniec.

                                           Felix pov

Było około północy, kiedy usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Wyświetlił mi się nieznany numer ale i tak postanowiłam nie odbierać. Wkurzyłem się jednak, kiedy mój telefon dzwonił jeszcze jakieś 10 razy. W końcu nacisnąłem zieloną słuchawkę i powiedziałem zaspanym głosem:
- Halo
- Hejka, przepraszam pewnie śpisz, ale jestem znajomą Ashley i nie jest z nią dobrze - usłyszałem nieznany mi głos.
- Jak to co jest? - poderwałem się natychmiast z łóżka.
- Jest pijana, a znam tylko ciebie z jej znajomych, wzięłam twój numer z jej komórki. Jeśli mógłbyś to przyjedź na Likestreet 5.
- Zaraz będę - odpowiedziałem i się rozłączyłem.
Skądś znam tą ulicę, czy to nie jest dom ...
- Oscara - szepnąłem.
Zebrałem się jak tylko najszybciej potrafiłem. Bałem się, że on jej coś zrobi. Ten typ do wszystkiego jest zdolny. Biegłem przez całą drogę. Kiedy znalazłem się na miejscu, widziałem wszędzie pijanych nastolatków, ale nigdzie Ashley. Gdzie ona mogła być? Jednak nie myślałem, że to co zobaczę, aż tak mnie zaboli. Miałem ochotę płakać i krzyczeć w tym samym momencie. Miałem ochotę dać mu w pysk. Miałem ochotę zerwać z nią. Jednak nie umiałem żadnej z tej rzeczy i po prostu wyszedłem. Byłem w jednej sekundzie wrakiem człowieka. Kochałem ją, a ona pocałowała innego i to mojego wroga. Za co? Zawsze to mnie, coś spotyka. 
- CHOLERA! - krzyknąłem i kopnąłem, jakąś puszkę przed domem Oscara.
- Felix! - to była Ashley, idąca do mnie, a raczej próbująca iść.
- Czego chcesz? - odpowiedziałem chamsko.
- Ja ... to nie ja
- A kto kurwa? Jeszcze mi powiedz, że cię zmusił ...
- No nie - zaczęła płakać - ale ja cię kocham - i rzuciła mi się na szyję.
W tym momencie zrobiłem coś, czego na pewno będę żałować w przyszłości.
Uderzyłem ją w twarz, tak mocno, że poleciała na ziemię. Złapała się za policzek i zaczęła jeszcze bardziej płakać. Teraz byłem zły na siebie, a nie na nią. Schyliłem się, aby ją przeprosić,ale ona powiedziała tylko:
- Idź już sobie ...
Miałem ochotę teraz siebie rozwalić na milion kawałków. Zadawałem sobie jedno pytanie: Czemu ja to zrobiłem? Była dla mnie ważna, a potraktowałem ją jak szmatę. Kiedy wracałem do domu miałem czas na przemyślenia.




*******************************************************

ROZDZIAŁ 6 WOW! 
Dziękuję, że dalej jesteście ze mną i mnie wspieracie. Oczywiście dziękuję za wszystkie komentarze. Jesteście najlepsi i najukochańsi. Długo czekaliście na to? Dodaje nową postać do bohaterów czyli Naomi. Dzisiaj nie mam żadnych ważnych spraw,a może jednak ...
Więc dalej jest sprawa z tym obrazkiem? Na serio nikt z was mi go nie zrobi. Ja za bardzo się na tym nie znam. Niestety :(.
No dobra może ktoś chętny się znajdzie, e-mail mój macie w rozdziale 5 na samym dole.
Dedykuję ten rozdział Karolinie Gałeckiej, bo to dzięki niej tak szybko, jest ten rozdział. Jakby nie ona, ukazałby się on dopiero w weekend. Życzę jej udanego pobytu we Włoszech. :)