W wozie policyjnym, nie pachniało jakoś wspaniale. Po podłodze walały się śmieci. Okna były pokryte brudem, na fotelu obok mnie leżała czyjaś kurtka.
Z radia leciała "wiejska" muzyka, ja nie wiem skąd pochodzili ci policjanci, ale gustu do muzyki to oni zupełnie nie mieli.
Ręce zaczęły mi mrowieć, modliłam się o to, abyśmy, jak najszybciej dojechali do komisariatu. Nie miałam nawet torebki na widoku, wszystkie moje rzeczy wzięli i schowali. Dobrze, że przynajmniej w nich nie grzebią.
Podróż nie należała do najprzyjemniejszych, mężczyźni w mundurach nie okazali się najlepsi do rozmowy. Nawet jak wysiadałam, szarpnęli mnie mocniej niż podejrzewałam. Zaprowadzili mnie najpierw do małego szarego pomieszczenia z jednym krzesłem i stołem. Czułam się jak przestępca, a w sumie nic takiego wielkiego nie zrobiłam. Tak sądzę... Żałowałam, że kurtkę schowałam do torebki, w pokoju nie było za ciepło. Nie wiedziałam, jak ludzie wytrzymują w podobnych miejscach, kilka lat. Co jeśli to zepsuję mi szanse na przyszłość? Przez ten głupi wybryk wszystko sobie zrujnowałam. Może nie dostane się do dobrego colleg'u. Bałam się, tego, co się stanie. Konsekwencję mogą być poważne. Głupia jestem, że o tym nie pomyślałam. "To był jedyny i ostatni raz, kiedy tutaj trafiasz".
Usiadłam spokojnie na krzesło, położyłam ręce na stół i czekałam. W sumie niedługo zjawił się policjant, który kazał kierować mi się do pokoju nr 17 na przesłuchanie.
Otwierając drzwi, moje serce biło jak szalone. Chciałam się rozpłakać, nie chce mieć problemów, a szczególnie z policją. Powstrzymałam się od płaczu, jednak poleciała mi jedna mała łezka, kiedy weszłam.
- Dzień Dobry - mężczyzna zza biurkiem, nawet na mnie nie spojrzał, gdy to powiedział. Czytał coś w papierach.
Otarłam szybko swój policzek i usiadłam na krześle przed nim.
- Nazywam się Komisarz Finn i jak wiesz jesteś na przesłuchaniu.
Na te słowa zaczęłam się trząść. Znowu naszła mnie ochota na płacz. Mężczyzna chyba to zauważył, bo od razu powiedział:
- Nie denerwuj się! Nic się nie stanie. Nie będzie żadnych konsekwencji. Chcemy po prostu porozmawiać. Nie masz się o co martwić, bo nie byłaś pod wpływem alkoholu.
Przełknęłam mocno ślinę i zaczęłam mówić.
- Jestem Ashley Kien.
- Może coś więcej opowiesz? - zachęcał mnie komisarz.
- Mam 18 lat. Uczęszczam do szkoły na Middleroad 45. Jestem na ostatnim roku. Mieszkam...
- Dobrze dziękuję. Resztę wiem. - powiedział z uśmiechem.
- To po co, to Panu było? - zapytałam oskarżycielskim tonem.
Pan Finn spojrzał się na mnie i pokręcił głową, po czym spojrzał w komputer i zaczął coś wpisywać.
- No dobrze panienko Kien, proszę powiedzieć mi, co robiłaś w parku Roosiping?
Nie wiedziałam do końca, co mam powiedzieć. Mówić to co, trzeba czy iść w zaparte. Czy jeśli nic nie powiem, coś się stanie.
Popatrzyłam na swoje nogi, tak jak to robię w stresowych sytuacjach.
- Cóż - mój głos był niewyraźny i ledwo słyszalny.
- Proszę podnieść głowę i mówić do mnie, a nie do nóg.
Oparłam nogę na nogę i wreszcie odpowiedziałam komisarzowi.
- Kolega mnie tam przywiózł i to on wyprowadził mnie ze szkoły.
Wiem, że nie postąpiłam po koleżeńsku, ale on był tchórzem i powinien wreszcie ponieść odpowiedzialność za swoje czyny.
- Jaki kolega?
- Oscar Enestad - odpowiedziałam bez żadnego poczucia winy.
- W sumie to nie całkiem jego wina, bo gdybyś nie zgodziła się pójść, nie siedziałabyś tutaj.
On miał rację, gdyby nie moja głupota. Wszystko byłoby normalnie.
- Dobrze muszę zawiadomić twoją mamę.
Tylko nie to. Jeśli by się o wszystkim dowiedziała, miałabym szlaban do końca życia. Zrobiło mi się gorąco, na samą myśl o tym, że mama przyjeżdża mnie odbierać z komisariatu.
- Czy musi być to koniecznie moja matka? - zapytałam.
Mężczyzna zdziwił się tym pytaniem. Myślę, że po raz pierwszy je słyszy. Nie wiem, skąd nagle mam tą odwagę. Jednak wolę, żeby nie było nie potrzebnego stresu u mnie w domu. Przecież musiałabym wysłuchiwać tej jej całej gadaniny.
- No dobrze - dziwne było, że się zgodził. Zwykle policjanci z filmów są strasznie chamscy. W sumie, po co, nad tym jeszcze myślę.
- Felix Sandman, do niego proszę zadzwonić - ciarki mnie przeszły po plecach, gdy wypowiedziałam jego nazwisko. Tylko on, jako jedyny zrozumie mnie i do tego nakrzyczy. Moje serce chciało go zobaczyć, ale mózg wiedział, że mamy, jeszcze jedną nie wyjaśnioną sprawę ze sobą.
Pan Finn wybierał numer, a ja siedziałam na krześle i czułam bardzo dziwne uczucie w brzuchu. Byłam zdenerowowana, ręce mi drżały, puls się zwiększył,a płuca nie nadążały z pobieraniem tlenu.
- Jest pani wolna - usłyszałam.
Na te słowa, wstałam z krzesła i jak najszybciej wyszłam z pokoju. Odetchnęłam z ulgą, gdy znalazłam się na korytarzu. Tylko jeszcze, jak mam wyjaśnić wszystko Felixowi. Nawet nie wiem, czy mam na to siłę. Jestem zmęczona, liczyłam na udany i wspaniały dzień, a skończy się tym, że dostanę szlaban. Zapewne "mój chłopak" wypapla wszystko mamie.
Nagle podszedł do mnie młody policjant. Modliłam się tylko o to, aby nie wezwali mnie na kolejne przesłuchania.
- To pani torebka - powiedział i podał mi moją własność.
Szybkim ruchem ręki, wyrwałam mu ją i jak najszybciej ruszyłam w stronę wyjścia. Nie chciałam zostawać tu, ani minuty dłużej.
Nabrałam powietrza, kiedy tylko znalazłam się na świeżym powietrzu. Czułam się, jakby więzili mnie tam kilka lat. Wyjęłam telefon z torebki i nic. Żadnego głupiego nieodebranego połączenie, ani zasranej wiadomości. Myślałam, że Oscar się zainteresuję, a on nic. Nie wiem, dlaczego, aż tak źle się z tym czułam. Przecież wiedziałam, od momentu, kiedy zwiał, że nie mogę liczyć na jego pomoc. Jednak miałam jakąś maleńką nadzieję, na jego zainteresowanie.
- Cholera - krzyknęłam na cały głos.
- Czyżby coś się stało? - usłyszałam głos, którego się najbardziej bałam.
Spojrzałam w prawo. Stał tam, patrząc w ziemię z skrzyżowanymi rękoma na piersi. Nie wydawał się zły, w sumie nie wydawał z siebie żadnych emocji. Podeszłam do niego, dalej na mnie nie patrzał.
- Jedziemy? - zapytałam.
- Ta, mhm - odpowiedział, po czym odsunął się od auta i poszedł na drugą stronę.
Unikał mnie wzrokiem, dziwiło mnie to. Myślałam, że na mnie nakrzyczy, a przez to, że tego nie zrobił, czuję się jeszcze gorzej. Przez głowę przebiegła mi myśl, skąd on ma ten samochód. Na tę chwilę było mi to obojętne, więc po prostu wsiadłam. Kiedy Felix ruszył, nie mogłam się powstrzymać i spytałam.
- Czemu na mnie nie krzyczysz?
- A czemu miałbym to robić?
W myślach słyszałam, jak krzyczę "Bo jesteś moim cholernym chłopakiem!".
- Za tą akcję z policją - oznajmiłam po prostu.
- Ash jesteś dorosła, sama ponosisz za siebie odpowiedzialność.
Stanęliśmy na światłach i wtedy popatrzył się na mnie.
- Dobra w dupie mam udawanie takiego idioty. Kurwa Ashley, co ty sobie myślałaś?! Sądzisz, że Oscar jest typem, który się o kogoś martwi?! Ostrzegałem cię przed nim, ale widzę, że gówno to dało!
Wrócił mój dawny Felix, cieszyłam się, że taki jest. Troszczył się o mnie, uśmiechnęłam się z tego powodu.
- Bawi cię to?! - zapytał z wściekłością.
- Nie, ale cieszę się, że wróciłeś - powiedziałam.
Widziałam, jak po jego twarzy przebiegł niewinny uśmiech.
- Dość mam tego! Wróciłem dla tego, żebyś nie narobiła sobie, jeszcze większego syfu.
- Dobra, wiem o tym. Dostałam nauczkę - wyciągnęłam rękę, żeby podgłośnić radio. Jego dłoń była szybsza. Chwycił mnie za nadgarstek i zaczął krzyczeć.
- Jaką nauczkę?! Chcesz ominąć ten temat?! Jakby go nie było?! Słuchaj on jest! Tak samo jak nasza nie wyjaśniona sprawa z twoim pocałunkiem!
Obie dłonie zacisnęłam, jak najmocniej, ale musiałam odpowiedzieć:
- A Z TWOJĄ RĘKĄ NA MOIM POLICZKU, JAKBYŚ ZAPOMNIAŁ!
- MIAŁEM POWÓD! A ty co alkohol, czy po prostu nowa przygoda łóżkowa? - zaśmiał się.
- Nienawidzę cię! Wysadź mnie tutaj! - rozpłakałam się.
Jak on może mnie tak traktować i tak obrażać? Na imprezach robi się różne rzeczy, ale żeby od razu, porównywać mnie do jakiś dziwek, przez jeden niewinny pocałunek.
- No, co chyba nie powiedziałem nie prawdy? - uśmiech nie schodził z jego twarzy - A dzisiaj to co? Też poszłaś z nim z czystej ciekawości? Przyznaj się liczyłaś na coś więcej! - nie mogłam uwierzyć w to, co on mówi.
- Tak jestem dziwką, pasuję ci to! - rozpłakałam się bardziej - Żałuję, że poznałam was obu! - krzyknęłam i otworzyłam drzwi od auta.
------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami!
Jak widzicie udało mi się. Napisałam go w ciągu tygodnia. Jestem z tego powodu bardzo dumna. W ciągu dwóch dni na bloga było dużo odwiedzin. Dobiliśmy, aż do 800 odwiedzin, z czego też jestem dumna i to bardzo. W poniedziałek wracam do szkoły, co oznacza pisanie dla was, tylko weekendami. Niestety mówię wam otwarcie, że będziecie musieli czekać. Otwarcie oznajmiam wam, że rozdziały będą dodawane w weekendy, jeśli się one nie pojawią, znaczyć będzie, że ukażą się w czwartek.
Jakieś ogłoszenia:
Nie mam ich za wielu. Nowi bohaterzy się pojawili. Nie zrobiłam tej strony, której chciałam,ale może jeszcze przez te 2 dni się uda.
To chyba tyle.
piątek, 13 lutego 2015
wtorek, 10 lutego 2015
LIEBSTER AWARD!!!
Chcę podziękować Ashlie Steen (http://zazakretemas.blogspot.com/) i Seminii (http://loveiscrazytfcfanfiction.blogspot.com/) za nominację do LIEBSTER AWARD!!! Nie spodziewałam się że kiedyś dostane tą nagrodę. Ale naprawde dziękuje ijestem z tego powodu bardzo szczęśliwaCo to?: Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.
Odpowiedzi na pytania:
Ashlie Steen:
Dlaczego akurat taki temat wybrałaś/łeś na swojego bloga?
Bo najbardziej lubię ten zespół, chciałam o nim napisać od dawna i tak jakoś wyszło.
Co cię skłoniło do założenia bloga?
Moja mama, która wiedziała o tym, że pisze i kazała mi spróbować takie opowiadania pisać na forum.
Jaki jest twój ulubiony cytat?
"Jedna chwila i wszystko się zmienia" "Kochać to niszczyć, a być kochanym znaczy zostać zniszczonym"
Jaka jest twoja ulubiona książka lub seria?
Century
Jaką pisarkę/pisarza lubisz najbardziej?
P.D. Baccalario
fantasy i przygodowe
Jaki jest twój ulubiony film?
Burleska od nie dawna
Czym się interesujesz?
W sumie różnie, nie mam jednej pasji, lubię sie zajmować najcześciej artystycznymi rzeczami
Jaki jest twój ulubiony kolor?
Chyba niebieski, szary, biały
Jaką książkę przeczytałaś/eś najszybciej?
Zdecydowanie Century część 1
Jak długo piszesz opowiadania?
Zaczęłam w tamtym roku koło kwietnia
Seminii:
1. Do jakich fandomów należysz?
Fooers, 5sosFamily, Janoskionators,
2. Mieszkasz w mieście/ na przedmieściu/ na wsi ..?
w mieście
3. Masz jakiegoś zwierzaczka?
Już nie mam
4. Masz chłopaka/ dziewczynę?
Mam chłopaka
5. Jesteś szarą myszką czy raczej wolisz się wywyższać?]
Nie wiem, nie mnie to oceniać.
6. Dlaczego zacząłeś pisać?
W sumie nie wiem dlaczego, tak sie stało i już
7. Podoba ci się twoje imię?
Mogło być gorsze, nie narzekam.
8. Który numer masz w dzienniku?
3
9. Ilu masz przyjaciół?
Nie liczę tego, jednak mam na kim polegać w trudnych sytuacjach.
10.W której jesteś klasie?
2 gimnazjum
11.W przyszłości wolisz mieszkać w Polsce czy raczej za granicą?
Za granicą
Nominuje:
Moje pytania:
1.Jak poznałaś/łeś The Fooo?
2.Dlaczego wybrałaś/eś taką tematykę?
3.Od jak dawna piszesz?
4.Do jakich fandomów należysz?
5.Jaki jest twój ulubiony film?
6.Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
7.Kiedy masz urodziny?
8. Umiesz jeździć na nartach lub snowboardzie
9. .Masz rodzeństwo?
10. Jakie jest twoje ulubione danie?
11.Kiedy następny rozdział?
poniedziałek, 9 lutego 2015
Rozdział 7
Felix Pov
Siedziałem przy oknie, trzymając telefon w ręku. Zastanawiałem się czy zadzwonić do Ashley, czy zaczekać do jutra. Byłem wściekły na siebie i na nią.
"Dlaczego to zrobiła? Rozumiem, że chciała się zabawić, ale nie musiała go całować. Jest mi wstyd, za to, że potem ją uderzyłem, ale to chyba było zrozumiałe. Emocje mną ogarnęły i tyle, a nią co ogarnęło? Alkohol... i to wszystko. Teraz Oscar ma wszystko czego chciał. Sprawił, że Ashley mnie nienawidzi i prawdopodobnie ze mną zerwie. Do tego wszyscy ludzie zobaczyli, jaki jestem agresywny. Dałem się sprowokować i to jeszcze przez najgorszego kretyna na świecie."
- Przepraszam Ashley - powiedziałem po cichu.
Usiadłem na łóżku, schyliłem głowę i ręce położyłem na karku.
- Co ja teraz mam zrobić? - mówiłem sam do siebie.
Siedziałem tak, nie ruszając się przez ponad godzinę. Nagle, ktoś otworzył drzwi w moim pokoju. Odwróciłem się i zobaczyłem małą postać z misiem w ręku.
- Felix, nie mogę spać - oświadczył mój młodszy brat.
Josh miał dopiero 5 lat i bardzo rzadko spał sam przez całą noc. Zwykle śniło mu się, coś strasznego i dlatego przychodził. Jednak dzisiaj było inaczej.
- No to wskakuj do łóżka. Znowu zły sen?
- Nie - odpowiedział - Nie spałem odkąd wyszedłeś z domu i martwiłem się o ciebie.
Popatrzyłem na niego, wyglądał tak niewinnie, jakby żadne sprawy go nie dotykały. Jednak teraz zrozumiałem, że było inaczej. Przejmował się każdym moim wyjściem z domu, (pewnie nie tylko moim) dlatego miewał koszmary.
Położyłem się obok niego i powiedziałem:
- Już się nie musisz martwić, jestem cały i zdrowy.
Spojrzałem na niego, jak zamykał oczy, po czym sam zamknąłem swoje.
"Dlaczego to zrobiła? Rozumiem, że chciała się zabawić, ale nie musiała go całować. Jest mi wstyd, za to, że potem ją uderzyłem, ale to chyba było zrozumiałe. Emocje mną ogarnęły i tyle, a nią co ogarnęło? Alkohol... i to wszystko. Teraz Oscar ma wszystko czego chciał. Sprawił, że Ashley mnie nienawidzi i prawdopodobnie ze mną zerwie. Do tego wszyscy ludzie zobaczyli, jaki jestem agresywny. Dałem się sprowokować i to jeszcze przez najgorszego kretyna na świecie."
- Przepraszam Ashley - powiedziałem po cichu.
Usiadłem na łóżku, schyliłem głowę i ręce położyłem na karku.
- Co ja teraz mam zrobić? - mówiłem sam do siebie.
Siedziałem tak, nie ruszając się przez ponad godzinę. Nagle, ktoś otworzył drzwi w moim pokoju. Odwróciłem się i zobaczyłem małą postać z misiem w ręku.
- Felix, nie mogę spać - oświadczył mój młodszy brat.
Josh miał dopiero 5 lat i bardzo rzadko spał sam przez całą noc. Zwykle śniło mu się, coś strasznego i dlatego przychodził. Jednak dzisiaj było inaczej.
- No to wskakuj do łóżka. Znowu zły sen?
- Nie - odpowiedział - Nie spałem odkąd wyszedłeś z domu i martwiłem się o ciebie.
Popatrzyłem na niego, wyglądał tak niewinnie, jakby żadne sprawy go nie dotykały. Jednak teraz zrozumiałem, że było inaczej. Przejmował się każdym moim wyjściem z domu, (pewnie nie tylko moim) dlatego miewał koszmary.
Położyłem się obok niego i powiedziałem:
- Już się nie musisz martwić, jestem cały i zdrowy.
Spojrzałem na niego, jak zamykał oczy, po czym sam zamknąłem swoje.
Ashley pov
Otworzyłam oczy i zobaczyłam tylko ciemność. Leżałam na jakimś łóżku, ubrana w luźną podkoszulkę i krótkie wełniane spodenki. Zaczęłam macać wszystko, co leżało blisko mnie. Na podłodze wyczułam swoje ubrania,a w spodniach znalazłam telefon. Włączyłam z niego latarkę i oświetliłam część pomieszczenia. Byłam w swoim pokoju, dziwne, że go nie rozpoznałam. Jak się tu znalazłam? Nagle poczułam ból na policzku, dotknęłam go i zastanawiałam się, czy mam na nim jakąś ranę. Zapaliłam światło w pokoju i podeszłam do lustra. Miałam wielki czerwony odcisk. Gdzie mogłam się wczoraj na imprezie uderzyć? Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć. Moje wspomnienia po chwili zaczęły wracać. Kłótnia z Felixem, jego ręka, wielki ból. Do domu chyba przyniósł mnie Oscar. Mam nadzieję, że mama nie widziała mnie w takim stanie. Nie puściła by mnie na żadną imprezę, już nigdy więcej. Po tej akcji z wczoraj, sama nie wiem, czy kiedyś jeszcze pójdę na domówkę. Jest jeszcze sprawa z Felixem, na pewno wiem, że nie chce go widzieć przez najbliższy czas. Wiem, że przesadziłam ale on też nie jest święty. Co jeśli, kiedyś powtórzy się taka sytuacja? Znowu mnie uderzy,a ja nie chce cały czas mu wybaczać. Oczywiście nie oddam mu, bo jestem na to za słaba. Powinnam z nim porozmawiać, ale zrobię to jutro po szkole. Teraz muszę położyć się do łóżka i odpocząć przed jutrem.
*************
Budzik zadzwonił około szóstej rano, wiedziałam, że po imprezie śmierdzę, dlatego szybko pobiegłam do łazienki. Zdjęłam piżamę i wskoczyłam pod prysznic. Minęło 15 minut i wyszłam, założyłam ręcznik i zaczęłam się szykować do szkoły. Mycie twarzy, zębów, suszenie, czesanie, malowanie i perfumowanie zajęło mi dużo czasu. Więcej niż zazwyczaj... Zanim wyszłam usłyszałam jak ktoś chodzi w kuchni na dole. To znaczyło, że moja mama wstała i zanim wyjdę do szkoły będę musiała jej opowiedzieć, jak było na imprezie. Nie lubiłam kłamać, a szczególnie mamie, ale w tym wypadku to konieczne. Ubrałam się w białą bluzkę na ramiączkach i w czarne legginsy (włosy, jak zwykle rozpuszczone). Spakowałam do torebki kilka zeszytów i długopis. No i poszłam do kuchni. Tak właśnie wygląda mój codzienny poranek.
- Hejka mamuś - powiedziałam i uśmiechnęłam się do kobiety, kiedy tylko ją zobaczyłam.
- Witaj słoneczko, jak impreza?
Przyszedł ten moment, kiedy muszę powiedzieć:
- Świetnie, a tobie jak minęła noc?
- Dobrze... co ty taka podejrzanie radosna jesteś? - mama odwróciła się do mnie.
- Zdaje ci się - odpowiedziałam i zaczęłam zmieniać temat - jest jeszcze kawa?
- Tak jest - oznajmiła i wróciła do czytania porannych wiadomości.
Spojrzałam na nią i żałowałam, że nie mogę jej powiedzieć prawdy. Westchnęłam tylko i dalej nalewałam kawę do kubka.
- Mamo ja się zbieram. Do zobaczenia wieczorem, będę o... - nie zdążyłam dokończyć, kiedy usłyszałam.
- Dzisiaj idziemy na obiad do tej włoskiej restauracji o 16. Nie spóźnij się.
Wygląda na to, że mama chciała coś ważnego ze mną omówić.
- Dobrze, dobrze - odpowiedziałam.
- Idziesz z Naomi do szkoły? - zapytała mnie, jeszcze przed wyjściem.
- Nie umawiałam się, ale mogę po nią podejść - wiedziałam, że wolała, kiedy chodziłam z nią niż sama.
Na te słowa uśmiechnęła się i oznajmiła:
- Miłego dnia.
Założyłam białą kurtkę,czarne trampki i wyszłam z domu.
************
Dobrze, że Naomi mieszka kilka domów dalej i nie muszę daleko chodzić. Przed furtką, zadzwoniłam do niej, żeby się dowiedzieć, czy jest już ubrana.
- Halo - usłyszałam.
- No hejka, to ja Ash. Wychodzisz już?
- Tak, za jakieś 5 minut.
- To świetnie, czekam przed domem - powiedziałam i rozłączyłam się.
Wyjęłam z torby słuchawki i założyłam tylko jedną. Włączyłam sobie The summer set boomerang. Zaczynała się wiosna, a już było około 20 stopni rano. Zdjęłam kurtkę i żałowałam, że nie wzięłam okularów przeciwsłonecznych.
- Hejka - usłyszałam znajomy głos.
Była to Naomi, która wyszła już z domu.
- Jak po imprezie? - spytała.
- Nawet mi nie przypominaj...
- Co się stało?
- Nie wiem, w którym momencie sobie poszłaś, ale zacznę od tego, że całowałam się z Oscarem i w tym momencie przyszedł Felix. Pokłóciliśmy się i mnie uderzył.
- Co? Jak to? - zdziwiła się.
- No tak było i...
- Ashley - przerwała mi - przepraszam to moja wina.
- Co twoja wina!? - zdenerwowałam się.
- To ja zadzwoniłam po Felixa.
Byłam w szoku, ale w sumie to nie jej wina, że on mnie uderzył, nie wiedziała, że tak się stanie. Martwiła się i to wszystko.
- Spokojnie, nie jestem zła na ciebie. Przecież nie wiedziałaś, co się wydarzy.
Naomi rzuciła mi się na szyję, a ja odwzajemniłam jej uścisk.
- Chodźmy już, bo się spóźnimy - powiedziałam.
Pokiwała tylko głową i ruszyłyśmy w stronę szkoły.
****************
Moja pierwsza lekcja minęła strasznie, do tego wszystkiego dostałam sms od Oscara.
"Wyjdź po swojej pierwszej lekcji"
Nic nie odpisałam, ale byłam ciekawa o co chodzi.
Po dzwonku zeszłam po schodach na parter budynku i zobaczyłam przez okno jakiegoś blondyna w oddali, ale nie byłam pewna, czy to jest Oscar. Zaryzykowałam i wyszłam ze szkoły, na dźwięk zamykanych drzwi, chłopak spojrzał się na mnie i zaczął iść w moim kierunku. Po chwili już wiedziałam, że to on.
- Hej - powiedziałam, kiedy był już wystarczająco blisko mnie.
- Witaj piękna - na te słowa, przewróciłam oczami - no dobra mniejsza z tym, sprawa jest taka, że zabieram cię ze szkoły.
- Co? - krzyknęłam.
Palcem pokazał mi, żebym była ciszej.
- Zwariowałeś! Niby jak chcesz to zrobić?
- Proste! Musiałem wejść, jakoś na teren szkoły, więc wmówiłem tym ludziom od ochrony, że jestem twoim bratem. Podpisałem kilka papierków, oczywiście twoim nazwiskiem i wpuścili mnie.
- A jak im wytłumaczysz, że wychodzę?! Nie masz na to upoważnienia.
- A co, jeśli mam podrobione dokumenty? - pokazał mi zmieniony dowód osobisty.
- Kiedy? Jakim cudem? - byłam zaskoczona i równocześnie podekscytowana.
- Mam swoje sposoby. Idziemy? - zapytał z zadowoleniem.
- Muszę zabrać, tylko rzeczy z szafki.
Okazało się, że okłamanie ludzi od pilnowania uczniów, nie było wcale, takie trudne. Razem z Oscarem udawaliśmy, że jestem chora i musi mnie zabrać do lekarza. Czułam się jednocześnie cudownie, a z drugiej źle. To były moje pierwsze wagary, które zostały sprytnie usprawiedliwione. Do tego wszystkiego miałam uczucie, jakbym zdradzała Felixa. Jednak on się nie odzywa, może to naprawdę jest koniec.
- ASH! - krzyknął Oscar.
- Hm?
- O czym tak myślisz?
- O wszystkim i o niczym - uśmiechnęłam się do niego - gdzie idziemy?
- Znam fajne miejsce, ale jest daleko stąd, więc od ciebie zależy, czy chcesz tam jechać czy wolisz zostać tutaj w mieście.
W mieście jest niebezpiecznie, bo w każdej chwili może mnie ktoś zobaczyć, jak wagaruję.
- Możemy pojechać w to "fajne miejsce".
Nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. Dalej szliśmy w milczeniu, po 10 minutach zorientowałam się, że przystanek autobusowy jest w drugą stronę.
- Ej słuchaj, idziemy w złym kierunku, do autobusu idzie się tamtą ulicą - wskazałam palcem na Erie St. Jednak on szedł dalej, jakby nie usłyszał tego co powiedziałam. Podbiegłam do niego, a on w tym samym momencie odwrócił się i oznajmił:
- Po co nam autobus, skoro mamy to - położył dłoń na dachu jakiegoś samochodu.
- U-umiesz jeździć?
- Tak, więc chyba nadeszła ta pora, gdzie zabieram cię na przejażdżkę.
Otworzył mi drzwi od samochodu, wsiadłam z lekką obawą, co się może stać.
Po chwili oboje siedzieliśmy na swoich miejscach i byliśmy gotowi na małą podróż.
Oscar miał włączone swoje ulubione piosenki, jakiegoś nieznanego mi zespołu. W sumie nie było to w moim guście, dlatego włączyłam swoją muzykę na telefonie. Założyłam słuchawki i zaczęłam rozmyślać o Felixie. W pewnym momencie poczułam jego rękę na moim udzie. Od razu zdjęłam słuchawki i zapytałam:
- Co ty robisz?
- Nic, rozluźnij się.
Nie zrozumiałam o co mu chodziło. Jednak założyłam jedną nogę, na drugą i w ten sposób, nie mógł już mnie dosięgnąć. Wolałam, żeby został dystans między nami. Nie chciałam się zbliżać do niego, a szczególnie w taki sposób. Jechaliśmy dalej w milczeniu. Po 10 minut samochód się zatrzymał, zgadywałam, że byliśmy już na miejscu. Rozpięłam pasy i wysiadłam, znajdowaliśmy się przed parkiem miejskim, na obrzeżach miasta. Nigdy tu wcześniej nie byłam. Z tej odległości wszystko wyglądało normalnie. Zwykły park, pewnie na środku było jeziorko lub fontanna. Oscar szedł w stronę bramy i w tej chwili zobaczyłam, że była ona zamknięta. Chłopak zaczął się po niej wspinać, a ja nie wiedziałam, co mam zrobić. Stać tak dalej, czy może pójść za nim?
- Poczekaj tutaj! - krzyknął.
Zauważyłam jak biegnie, gdzieś w gęste krzaki. Po chwili brama się otworzyła, a ja ruszyłam w jej kierunku. Nagle zza drzewa wyskoczył Oscar.
- I jak ci się podoba niespodzianka? - zapytał.
- Czy możemy tu być? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Jasne, ten park od dawna jest zamknięty, a moi koledzy wyłączyli wszystkie kamery znajdujące się w tej okolicy.
- Nikt, jeszcze się nie skapnął?
- Nie - odpowiedział z uśmiechem.
- Chodź pokaże ci coś! - wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Widać, że nikt tutaj nie dbał o roślinność. Trawa w pewnych miejscach sięgała po kolana. Od czasu do czasu widać było małą stokrotkę. Jedyne, co wyglądało normalnie, to były drzewa. W pewnym momencie usłyszałam śmiech ludzi, a po kilku następnych sekundach, już ich zobaczyłam.
- To jest ta moja niespodzianka - oznajmił.
Otworzyłam usta z wrażenia. Na wielkiej polanie, znajdowało się ponad setka dzieciaków, w wieku 15-20 lat. Większość siedziała w grupkach kilkuosobowych, niektórzy chodzili po wszystkich i dołączali się do rozmowy. Wszyscy mieli koce, były też pojedyncze namioty. Parę osób się całowało pod drzewami (dokładnie wpychali sobie język do ust). Jeden chłopak miał gitarę. Jednak najbardziej zdziwiło mnie to, że wszyscy mieli alkohol,papierosy i pełne torebeczki z ziółkami. Czy oni nie umieją się inaczej bawić?
- Oscar! - zawołał jakiś jego kolega.
Na oko wydawał się w wieku Felixa i był podobnego wzrostu. Nosił luźne ciuchy (przypominał trochę hipisa). Swoje ciemnoblond włosy, przytrzymywał bandaną, która była na jego czole.
- Siema OG! - przywitał się Oscar i przybił mu piątkę.
- Dawno cię tu nie było - odpowiedział mu chłopak.
- Fakt, ale dzisiaj zaprosiłem koleżankę.
- Jestem Ashley - oznajmiłam i podałam mu rękę.
- Oscar,ale mów mi OG - uśmiechnął się - Ile masz lat?
- 18
- Czyli wagary? - zaśmiał się.
- Można powiedzieć, a jak twoja szkoła?
- Dziewczyno mam 20 lat, tak jak on - powiedział i wskazał palcem na Oscara.
Nigdy nie interesowałam się wiekiem wroga Felixa, ale teraz się zdziwiłam. Zawsze myślałam, że był w moim roczniku.
- Dobra chodź zapoznam cię - oznajmił Oscar i objął mnie w pasie - Przepraszam za niego, zwykle jest trochę inny. Sama rozumiesz alkohol...
Nic nie powiedziałam, szłam w milczeniu. Podeszliśmy do grupki osób, która nie wydawała się przyjazna na pierwszy rzut oka.
- To jest Ashley - przedstawił mnie.
- Ash to jest James - pokazał na chłopaka w ciemnych okularach - ma tyle lat, co ty. Następnie, to jest Annie - brunetka, posiadała kilka tatuażów - Stephanie - dziewczyna z ciemniejszą karnacją - i na koniec Scoot - on przykuł moją uwagę, wyglądał zwyczajnie i nie pasował mu papieros w ręku. On jako jedyny wstał i podał mi rękę.
- Nie jesteśmy takie, na jakie wyglądamy - powiedziała Annie.
Usiadłam do nich. Nie wiem ile czasu mijało, ale oni byli najlepszymi ludźmi jakich poznałam. Cały czas się śmialiśmy, wypaliłam tylko jednego papierosa oraz wzięłam łyka piwa. Kiedy zrobiło się bardzo gorąco, wszyscy położyliśmy się i opalaliśmy. Leżałam na Oscarze, było mi z nim dobrze. Żadnych kłótni i awantur, jak z Felixem. Nagle zza krzaków wybiegł jakiś chłopak, krzycząc:
- Uciekać! Gliny!
Na te słowa wszyscy wstali i zaczęli zabierać swoje rzeczy.
- O cholera! - usłyszałam od Oscara
Nie mogłam w tym całym zamieszaniu znaleźć swojej torebki. Gdy miałam ją już przy sobie, zorientowałam się, że wszyscy uciekli i zostawili mnie samą. W sumie na ziemi leżało jeszcze kilka osób, ale one były tak pijane, że nie mogły wstać. Przy możliwości złapania przez policję, każdy martwi się o siebie i właśnie to zauważyłam. Usłyszałam jak do parku wbiegają policjanci i krzyczą:
- Przeszukajcie tamten teren!
Nie było sensu już uciekać, kiedy tylko mnie zobaczyli, podbiegli i nałożyli kajdanki. Nie opierałam się, to była moja nauczka, za to, co zrobiłam. Zawiodłam się jedynie na Oscarze i nie wiem, czy zdołam mu jeszcze zaufać.
Co ze mną teraz będzie? Moja mama będzie miała przeze mnie, tylko nie potrzebny stres. Może jednak jest jeszcze ktoś, kto mi pomoże.
Felix...
-----------------------------------------------------------------------------------------
Witam, po długiej przerwie!
Nie było mnie trochę i za to przepraszam. Myślałam, że przed feriami zdążę coś napisać, nie udało się. Miałam za dużo sprawdzianów. Kiedy przyszedł pierwszy tydzień odpoczynku nie miałam dostępu do bloga, ponieważ pojechałam do mamy,a ona ma zepsuty laptop. Jednak zaczęłam drugi tydzień i już wzięłam się do pracy. Od wczoraj pracowałam nad tym rozdziałem. Widzicie, że z tych wszystkich jest najdłuższy, co powinno was cieszyć :). Miałam pomysł, żeby był dłuższy ale odpuściłam sobie. Następną część będę pisać już jutro, więc myślę, że ukaże się w tym tygodniu. Niestety nie obiecuję. Postaram się!
Co nowego na blogu?
1. Pojawiły się nowe postacie w zakładce bohaterzy. Jeśli kogoś pominęłam to napiszcie w komentarzach.
2. Pojawiła się nowa strona "Rozdziały". Tam możecie bez problemu znaleźć każdy rozdział.
3. Dzisiaj jeszcze postaram się zrobić stronę z muzyką, która pojawiła się w rozdziałach.
4. Jeden rozdział będzie o moich pytaniach i odpowiedziach. Pewnie nie długo się on pojawi. Doda go moja koleżanka, bo mi się po prostu nie chce zajmować tymi sprawami.
5 No właśnie, takimi sprawami jak organizacyjne czy z wyglądem, zajmować się będzie Karolina. Przedstawiam ją, żeby nie było.
6 W tym rozdziale, również jest dodana muzyka.
7 Jest jeszcze pytanie do was. Chcielibyście coś tutaj zmienić?
Komentujcie! Za wszystkie komentarze bardzo dziękuje! Jesteście kochani!
czwartek, 8 stycznia 2015
ROZDZIAŁ 6
Oscar pov
"Muszę to zrobić teraz" - pomyślałem, siedząc na łóżku. Dochodziła siódma wieczorem, a ja miałem nadzieję na spotkanie z Felixem jeszcze dzisiaj. Chciałem mu już wszystko powiedzieć, co, tak na prawdę mam do Ashley. Myślę, że mnie w zrozumie w imię dawnej przyjaźni. Zacisnąłem pięść i zawahałem się przez chwilkę. Jednak nie jestem tchórzem. Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer Felixa. W momencie przyłożenia telefonu do ucha, zacząłem się denerwować. Po chwili usłyszałem znajomy głos.
- Halo - był zmęczony, słychać to było, nawet przez komórkę.
- H-h-hej to ja Oscar. - to chyba nie było nadzwyczajne przywitanie.
- No wiem stary. Mów o co chodzi?
- Spotkajmy się! - powiedziałem już trochę pewniej.
- Nie! - po tym słowach się rozłączył.
"Co za kretyn" - pomyślałem i rzuciłem telefon na łóżko. Oferuję mu swobodne spotkanie, a on jak zwykle stroi fochy. Może to jeszcze nie jest koniec. Chyba mam ochotę dalej się pobawić Ashley. Tylko teraz na jego oczach. Podszedłem do lustra, poprawiłem trochę swoją koszulę i włosy. "Co on takiego ma?" - zacząłem rozmyślać. Felix mój dawny przyjaciel, znany przez dziewczyny jako "największy przystojniak szkoły". Wszystkie go chciały i to mnie zawsze irytowało. Chciałem mieć tą władze co on. Na szczęście mam ją teraz, po wszystkich zdarzeniach, przeniósł się z naszej szkoły. Więc, ja musiałem zostać tym "przystojniakiem".
- Dość wspomnień Oscar - powiedziałem po cichu.
Musiałem obmyślić plan, jak zacząć grę od nowa i to tak, żeby wyszło. Zacząłem krążyć po pokoju, liczyłem, że coś mi wpadnie do głowy. Jednak to nie pomogło, po pół godzinie rzuciłem się na łóżko i spojrzałem tylko na ekran telefonu.
- Mam - krzyknąłem.
Ashley pov
- Mam - krzyknęłam do Naomi.
- Co takiego? - zapytała się.
- No, co mogłam znaleźć? - przewróciłam teatralnie oczami.
- W twoim wypadku wszystko - odpowiedziała.
Naomi jest moją znajomą od dawna, mieszkamy blisko siebie. Jednak nie uznaję jej za przyjaciółki. Dobrze się dogadujemy i wychodzę z nią często, ale boje się jej zaufać. Ponieważ nigdy nie rozmawiałyśmy o naszych sekretach. Chociaż wiedziała o mnie wszystko np. to, że u mnie w pokoju ciężko coś znaleźć.
- Znalazłam swoją najładniejszą spódniczkę - ucieszyłam się.
- Tylko teraz musisz znaleźć okazję, żeby w niej wyjść.
*Bip Bip*
Po tym sygnale, rzuciłam się na łóżko i od razu odczytałam sms.
"Hejka Ash,
Impreza dzisiaj u mnie ul. Likestreet 5, godz 21
Do zobaczenia xx."
- Chyba właśnie zdarzyła się okazja - oznajmiłam i pokazałam jej telefon.
- Kto to w ogóle jest?
- Oscar, kumpel z dawnych lat Felixa - zarumieniłam się, na wspomnienie o pocałunku - hm tzn prawdopodobnie mojego chłopaka.
- Masz kogo ...?
- A zapomnij, nie było tematu. Oscar jest bardzo w porządku - wiedziałam, że nie do końca - miły gość i jak widzisz urządza imprezę, więc musimy się tam wybrać.
Od dawna marzyła mi się jakaś imprezę i proszę o to jest okazja. Nie obchodzi mnie, że u Oscara. W całym tym tłumię ludzi, którzy będą, na pewno mnie nie zauważy.
- Możemy iść, ale powiesz coś temu ...
- Felixowi?
- Tak właśnie, bo to chyba nie jest uczciwe wobec niego.
- Masz rację, ale nie dowie się, jeśli mu nic nie powiemy. Ty i ja zgoda?
- No zgoda - powiedziała i podała mi mały palec, zrozumiałam o co chodziło i od razu go ścisnęłam.
- Dobra, wracam do siebie się przygotować - oznajmiła, po czym pożegnała się ze mną i razem zeszłyśmy na dół.
Przy drzwiach, jeszcze raz wymieniłyśmy się uściskami i umówiłyśmy się przy głównym placu o w pół do dziewiątej wieczorem.
Wróciłam na górę i zastanawiałam się co ubrać do mojej białej spódniczki. Wyjęłam z szafy kilka ciuchów, w końcu wybrałam lawendowy top na ramiączkach i w tym samym kolorze zapinany długi sweter. Ubrałam się szybko, z włosami nie chciałam nic robić. Poszłam do łazienki tam się upiększyłam i zostało mi jeszcze spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy do torebki. Kiedy to zrobiłam, padłam na łóżko, zamknęłam oczy i pomyślałam o Felixie. "Co się by stało, gdyby się dowiedział?
Co by zrobił? Pewnie by się wkurzył."
Otworzyłam oczy i szybko wstałam, co spowodowało nagły zawrót głowy. Był tak mocny, że musiałam na chwileczkę usiąść. Często mi się to zdarzało, niestety. Na szczęście, wiem, co w takich sytuacjach powinnam robić. Najczęściej to wypić wodę, jednak nie miałam jej w pokoju. Po chwili było już lepiej i na spokojnie zeszłam na dół, poinformować mamę, że wychodzę.
- Mamo, idę na imprezę
Jak zwykle siedziała i czytała książkę, jej ulubione zajęcie.
- Kiedy wrócisz skarbie?
- Pierwsza lub druga
- Najpóźniej!
Ruszyłam w stronę drzwi. Tam założyłam buty na koturnie i kurtkę, po czym wyszłam. Po kilkudziesięciu minutach byłam na miejscu. Nie widziałam Naomi, dlatego wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam do niej, ale nagle poczułam jak ktoś mnie ściska za ramię. Poczułam paraliż w całym ciele, bałam się spojrzeć kto to. Jeśli był uzbrojony, to już po mnie. Mogłam go co najwyżej walnąć torebką, na szczęście okazało się, że to była tylko ...
- Jestem, długo czekałaś? - przywitała się Naomi.
Odetchnęłam z ulgą i z zadowolenia, aż ją przytuliłam.
- Co się stało? - roześmiała się.
- Nic, chodźmy już.
Likestreet znajdowała się pół godziny drogi od ostatniego budynku na moim osiedlu. Cieszyłam się, że mogę iść na tą imprezę z Naomi, przynajmniej mnie przypilnuje. Nigdy jeszcze się nie upiłam, ale kto wie, jak będzie teraz. W każdym razie mogłam z nią również pogadać w czasie drogi.
Kiedy dotarłyśmy na miejsce, było już pełno osób. Może Oscar mnie w tłumie nie zauważy, jednak i tak musiałam do niego podejść i oddać mu kurtkę.
- Wchodzimy? - zapytała się moja koleżanka.
- Tak - odpowiedziałam bez wahania.
Ruszyłyśmy w stronę głośnej muzyki i tłumu pijanych nastolatków. Nie minęła chwila, a ja już go zobaczyłam. Puszyste blond włosy są jak odblask, nie trudno ich nie zauważyć. Kilka minut później, patrzył się na mnie i po kolejnych sekundach podbiegł.
- Przyszłaś - powiedział i się uśmiechnął.
- Tak. Ej gdzie ...
- U mnie w pokoju, zaraz was wprowadzę w klimat.
Jak powiedział tak się stało. Po pół godzinie, byłam już upita i nie wiedziałam co się dzieję. Dziwny był ten stan, nie wiem ile czasu mijało i nawet nie wiem, gdzie była Naomi. Na pewno przez cały ten czas byłam blisko z Oscarem, nie chciałam tego ale nie panowałam już nad sobą i potem wydarzyły się rzeczy, do których nigdy normalnie bym nie dopuściła. Pocałowałam się z Oscarem i to na oczach Felixa. Oczywiście nie podobało mi się to w żadnym stopniu. Wybiegłam od razy za Felixem. Nie wiedziałam, skąd się tutaj wziął, ale zaczęłam się martwić, że to będzie koniec.
Felix pov
Było około północy, kiedy usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Wyświetlił mi się nieznany numer ale i tak postanowiłam nie odbierać. Wkurzyłem się jednak, kiedy mój telefon dzwonił jeszcze jakieś 10 razy. W końcu nacisnąłem zieloną słuchawkę i powiedziałem zaspanym głosem:
- Halo
- Hejka, przepraszam pewnie śpisz, ale jestem znajomą Ashley i nie jest z nią dobrze - usłyszałem nieznany mi głos.
- Jak to co jest? - poderwałem się natychmiast z łóżka.
- Jest pijana, a znam tylko ciebie z jej znajomych, wzięłam twój numer z jej komórki. Jeśli mógłbyś to przyjedź na Likestreet 5.
- Zaraz będę - odpowiedziałem i się rozłączyłem.
Skądś znam tą ulicę, czy to nie jest dom ...
- Oscara - szepnąłem.
Zebrałem się jak tylko najszybciej potrafiłem. Bałem się, że on jej coś zrobi. Ten typ do wszystkiego jest zdolny. Biegłem przez całą drogę. Kiedy znalazłem się na miejscu, widziałem wszędzie pijanych nastolatków, ale nigdzie Ashley. Gdzie ona mogła być? Jednak nie myślałem, że to co zobaczę, aż tak mnie zaboli. Miałem ochotę płakać i krzyczeć w tym samym momencie. Miałem ochotę dać mu w pysk. Miałem ochotę zerwać z nią. Jednak nie umiałem żadnej z tej rzeczy i po prostu wyszedłem. Byłem w jednej sekundzie wrakiem człowieka. Kochałem ją, a ona pocałowała innego i to mojego wroga. Za co? Zawsze to mnie, coś spotyka.
- CHOLERA! - krzyknąłem i kopnąłem, jakąś puszkę przed domem Oscara.
- Felix! - to była Ashley, idąca do mnie, a raczej próbująca iść.
- Czego chcesz? - odpowiedziałem chamsko.
- Ja ... to nie ja
- A kto kurwa? Jeszcze mi powiedz, że cię zmusił ...
- No nie - zaczęła płakać - ale ja cię kocham - i rzuciła mi się na szyję.
W tym momencie zrobiłem coś, czego na pewno będę żałować w przyszłości.
Uderzyłem ją w twarz, tak mocno, że poleciała na ziemię. Złapała się za policzek i zaczęła jeszcze bardziej płakać. Teraz byłem zły na siebie, a nie na nią. Schyliłem się, aby ją przeprosić,ale ona powiedziała tylko:
- Idź już sobie ...
Miałem ochotę teraz siebie rozwalić na milion kawałków. Zadawałem sobie jedno pytanie: Czemu ja to zrobiłem? Była dla mnie ważna, a potraktowałem ją jak szmatę. Kiedy wracałem do domu miałem czas na przemyślenia.
*******************************************************
ROZDZIAŁ 6 WOW!
Dziękuję, że dalej jesteście ze mną i mnie wspieracie. Oczywiście dziękuję za wszystkie komentarze. Jesteście najlepsi i najukochańsi. Długo czekaliście na to? Dodaje nową postać do bohaterów czyli Naomi. Dzisiaj nie mam żadnych ważnych spraw,a może jednak ...
Więc dalej jest sprawa z tym obrazkiem? Na serio nikt z was mi go nie zrobi. Ja za bardzo się na tym nie znam. Niestety :(.
No dobra może ktoś chętny się znajdzie, e-mail mój macie w rozdziale 5 na samym dole.
Dedykuję ten rozdział Karolinie Gałeckiej, bo to dzięki niej tak szybko, jest ten rozdział. Jakby nie ona, ukazałby się on dopiero w weekend. Życzę jej udanego pobytu we Włoszech. :)
"Muszę to zrobić teraz" - pomyślałem, siedząc na łóżku. Dochodziła siódma wieczorem, a ja miałem nadzieję na spotkanie z Felixem jeszcze dzisiaj. Chciałem mu już wszystko powiedzieć, co, tak na prawdę mam do Ashley. Myślę, że mnie w zrozumie w imię dawnej przyjaźni. Zacisnąłem pięść i zawahałem się przez chwilkę. Jednak nie jestem tchórzem. Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer Felixa. W momencie przyłożenia telefonu do ucha, zacząłem się denerwować. Po chwili usłyszałem znajomy głos.
- Halo - był zmęczony, słychać to było, nawet przez komórkę.
- H-h-hej to ja Oscar. - to chyba nie było nadzwyczajne przywitanie.
- No wiem stary. Mów o co chodzi?
- Spotkajmy się! - powiedziałem już trochę pewniej.
- Nie! - po tym słowach się rozłączył.
"Co za kretyn" - pomyślałem i rzuciłem telefon na łóżko. Oferuję mu swobodne spotkanie, a on jak zwykle stroi fochy. Może to jeszcze nie jest koniec. Chyba mam ochotę dalej się pobawić Ashley. Tylko teraz na jego oczach. Podszedłem do lustra, poprawiłem trochę swoją koszulę i włosy. "Co on takiego ma?" - zacząłem rozmyślać. Felix mój dawny przyjaciel, znany przez dziewczyny jako "największy przystojniak szkoły". Wszystkie go chciały i to mnie zawsze irytowało. Chciałem mieć tą władze co on. Na szczęście mam ją teraz, po wszystkich zdarzeniach, przeniósł się z naszej szkoły. Więc, ja musiałem zostać tym "przystojniakiem".
- Dość wspomnień Oscar - powiedziałem po cichu.
Musiałem obmyślić plan, jak zacząć grę od nowa i to tak, żeby wyszło. Zacząłem krążyć po pokoju, liczyłem, że coś mi wpadnie do głowy. Jednak to nie pomogło, po pół godzinie rzuciłem się na łóżko i spojrzałem tylko na ekran telefonu.
- Mam - krzyknąłem.
Ashley pov
- Mam - krzyknęłam do Naomi.
- Co takiego? - zapytała się.
- No, co mogłam znaleźć? - przewróciłam teatralnie oczami.
- W twoim wypadku wszystko - odpowiedziała.
Naomi jest moją znajomą od dawna, mieszkamy blisko siebie. Jednak nie uznaję jej za przyjaciółki. Dobrze się dogadujemy i wychodzę z nią często, ale boje się jej zaufać. Ponieważ nigdy nie rozmawiałyśmy o naszych sekretach. Chociaż wiedziała o mnie wszystko np. to, że u mnie w pokoju ciężko coś znaleźć.
- Znalazłam swoją najładniejszą spódniczkę - ucieszyłam się.
- Tylko teraz musisz znaleźć okazję, żeby w niej wyjść.
*Bip Bip*
Po tym sygnale, rzuciłam się na łóżko i od razu odczytałam sms.
"Hejka Ash,
Impreza dzisiaj u mnie ul. Likestreet 5, godz 21
Do zobaczenia xx."
- Chyba właśnie zdarzyła się okazja - oznajmiłam i pokazałam jej telefon.
- Kto to w ogóle jest?
- Oscar, kumpel z dawnych lat Felixa - zarumieniłam się, na wspomnienie o pocałunku - hm tzn prawdopodobnie mojego chłopaka.
- Masz kogo ...?
- A zapomnij, nie było tematu. Oscar jest bardzo w porządku - wiedziałam, że nie do końca - miły gość i jak widzisz urządza imprezę, więc musimy się tam wybrać.
Od dawna marzyła mi się jakaś imprezę i proszę o to jest okazja. Nie obchodzi mnie, że u Oscara. W całym tym tłumię ludzi, którzy będą, na pewno mnie nie zauważy.
- Możemy iść, ale powiesz coś temu ...
- Felixowi?
- Tak właśnie, bo to chyba nie jest uczciwe wobec niego.
- Masz rację, ale nie dowie się, jeśli mu nic nie powiemy. Ty i ja zgoda?
- No zgoda - powiedziała i podała mi mały palec, zrozumiałam o co chodziło i od razu go ścisnęłam.
- Dobra, wracam do siebie się przygotować - oznajmiła, po czym pożegnała się ze mną i razem zeszłyśmy na dół.
Przy drzwiach, jeszcze raz wymieniłyśmy się uściskami i umówiłyśmy się przy głównym placu o w pół do dziewiątej wieczorem.
Wróciłam na górę i zastanawiałam się co ubrać do mojej białej spódniczki. Wyjęłam z szafy kilka ciuchów, w końcu wybrałam lawendowy top na ramiączkach i w tym samym kolorze zapinany długi sweter. Ubrałam się szybko, z włosami nie chciałam nic robić. Poszłam do łazienki tam się upiększyłam i zostało mi jeszcze spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy do torebki. Kiedy to zrobiłam, padłam na łóżko, zamknęłam oczy i pomyślałam o Felixie. "Co się by stało, gdyby się dowiedział?
Co by zrobił? Pewnie by się wkurzył."
Otworzyłam oczy i szybko wstałam, co spowodowało nagły zawrót głowy. Był tak mocny, że musiałam na chwileczkę usiąść. Często mi się to zdarzało, niestety. Na szczęście, wiem, co w takich sytuacjach powinnam robić. Najczęściej to wypić wodę, jednak nie miałam jej w pokoju. Po chwili było już lepiej i na spokojnie zeszłam na dół, poinformować mamę, że wychodzę.
- Mamo, idę na imprezę
Jak zwykle siedziała i czytała książkę, jej ulubione zajęcie.
- Kiedy wrócisz skarbie?
- Pierwsza lub druga
- Najpóźniej!
Ruszyłam w stronę drzwi. Tam założyłam buty na koturnie i kurtkę, po czym wyszłam. Po kilkudziesięciu minutach byłam na miejscu. Nie widziałam Naomi, dlatego wyjęłam telefon z kieszeni i napisałam do niej, ale nagle poczułam jak ktoś mnie ściska za ramię. Poczułam paraliż w całym ciele, bałam się spojrzeć kto to. Jeśli był uzbrojony, to już po mnie. Mogłam go co najwyżej walnąć torebką, na szczęście okazało się, że to była tylko ...
- Jestem, długo czekałaś? - przywitała się Naomi.
Odetchnęłam z ulgą i z zadowolenia, aż ją przytuliłam.
- Co się stało? - roześmiała się.
- Nic, chodźmy już.
Likestreet znajdowała się pół godziny drogi od ostatniego budynku na moim osiedlu. Cieszyłam się, że mogę iść na tą imprezę z Naomi, przynajmniej mnie przypilnuje. Nigdy jeszcze się nie upiłam, ale kto wie, jak będzie teraz. W każdym razie mogłam z nią również pogadać w czasie drogi.
Kiedy dotarłyśmy na miejsce, było już pełno osób. Może Oscar mnie w tłumie nie zauważy, jednak i tak musiałam do niego podejść i oddać mu kurtkę.
- Wchodzimy? - zapytała się moja koleżanka.
- Tak - odpowiedziałam bez wahania.
Ruszyłyśmy w stronę głośnej muzyki i tłumu pijanych nastolatków. Nie minęła chwila, a ja już go zobaczyłam. Puszyste blond włosy są jak odblask, nie trudno ich nie zauważyć. Kilka minut później, patrzył się na mnie i po kolejnych sekundach podbiegł.
- Przyszłaś - powiedział i się uśmiechnął.
- Tak. Ej gdzie ...
- U mnie w pokoju, zaraz was wprowadzę w klimat.
Jak powiedział tak się stało. Po pół godzinie, byłam już upita i nie wiedziałam co się dzieję. Dziwny był ten stan, nie wiem ile czasu mijało i nawet nie wiem, gdzie była Naomi. Na pewno przez cały ten czas byłam blisko z Oscarem, nie chciałam tego ale nie panowałam już nad sobą i potem wydarzyły się rzeczy, do których nigdy normalnie bym nie dopuściła. Pocałowałam się z Oscarem i to na oczach Felixa. Oczywiście nie podobało mi się to w żadnym stopniu. Wybiegłam od razy za Felixem. Nie wiedziałam, skąd się tutaj wziął, ale zaczęłam się martwić, że to będzie koniec.
Felix pov
Było około północy, kiedy usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Wyświetlił mi się nieznany numer ale i tak postanowiłam nie odbierać. Wkurzyłem się jednak, kiedy mój telefon dzwonił jeszcze jakieś 10 razy. W końcu nacisnąłem zieloną słuchawkę i powiedziałem zaspanym głosem:
- Halo
- Hejka, przepraszam pewnie śpisz, ale jestem znajomą Ashley i nie jest z nią dobrze - usłyszałem nieznany mi głos.
- Jak to co jest? - poderwałem się natychmiast z łóżka.
- Jest pijana, a znam tylko ciebie z jej znajomych, wzięłam twój numer z jej komórki. Jeśli mógłbyś to przyjedź na Likestreet 5.
- Zaraz będę - odpowiedziałem i się rozłączyłem.
Skądś znam tą ulicę, czy to nie jest dom ...
- Oscara - szepnąłem.
Zebrałem się jak tylko najszybciej potrafiłem. Bałem się, że on jej coś zrobi. Ten typ do wszystkiego jest zdolny. Biegłem przez całą drogę. Kiedy znalazłem się na miejscu, widziałem wszędzie pijanych nastolatków, ale nigdzie Ashley. Gdzie ona mogła być? Jednak nie myślałem, że to co zobaczę, aż tak mnie zaboli. Miałem ochotę płakać i krzyczeć w tym samym momencie. Miałem ochotę dać mu w pysk. Miałem ochotę zerwać z nią. Jednak nie umiałem żadnej z tej rzeczy i po prostu wyszedłem. Byłem w jednej sekundzie wrakiem człowieka. Kochałem ją, a ona pocałowała innego i to mojego wroga. Za co? Zawsze to mnie, coś spotyka.
- CHOLERA! - krzyknąłem i kopnąłem, jakąś puszkę przed domem Oscara.
- Felix! - to była Ashley, idąca do mnie, a raczej próbująca iść.
- Czego chcesz? - odpowiedziałem chamsko.
- Ja ... to nie ja
- A kto kurwa? Jeszcze mi powiedz, że cię zmusił ...
- No nie - zaczęła płakać - ale ja cię kocham - i rzuciła mi się na szyję.
W tym momencie zrobiłem coś, czego na pewno będę żałować w przyszłości.
Uderzyłem ją w twarz, tak mocno, że poleciała na ziemię. Złapała się za policzek i zaczęła jeszcze bardziej płakać. Teraz byłem zły na siebie, a nie na nią. Schyliłem się, aby ją przeprosić,ale ona powiedziała tylko:
- Idź już sobie ...
Miałem ochotę teraz siebie rozwalić na milion kawałków. Zadawałem sobie jedno pytanie: Czemu ja to zrobiłem? Była dla mnie ważna, a potraktowałem ją jak szmatę. Kiedy wracałem do domu miałem czas na przemyślenia.
*******************************************************
ROZDZIAŁ 6 WOW!
Dziękuję, że dalej jesteście ze mną i mnie wspieracie. Oczywiście dziękuję za wszystkie komentarze. Jesteście najlepsi i najukochańsi. Długo czekaliście na to? Dodaje nową postać do bohaterów czyli Naomi. Dzisiaj nie mam żadnych ważnych spraw,a może jednak ...
Więc dalej jest sprawa z tym obrazkiem? Na serio nikt z was mi go nie zrobi. Ja za bardzo się na tym nie znam. Niestety :(.
No dobra może ktoś chętny się znajdzie, e-mail mój macie w rozdziale 5 na samym dole.
Dedykuję ten rozdział Karolinie Gałeckiej, bo to dzięki niej tak szybko, jest ten rozdział. Jakby nie ona, ukazałby się on dopiero w weekend. Życzę jej udanego pobytu we Włoszech. :)
wtorek, 30 grudnia 2014
ROZDZIAŁ 5
"Gdzie ten cholerny autobus" - pomyślałam sobie. Stałam na przystanku i modliłam się, żeby przyjechał za chwilę. Felix będzie na miejscu lada moment, a ja co? Godzina drogi. Muszę mu napisać, że się spóźnię. Wyjęłam telefon z kieszeni swoimi zamarzniętymi palcami. Na dworze było ledwie 2 stopnie, zaczynała się zima, czyli pora roku, za którą nie przepadam. W tym okresie zawsze jestem zmęczona i na nic, nie mam ochoty. Jednak na dzisiaj muszę mieć dużo siły, bo wydaję mi się, że to będzie długi dzień.
Wciskałam z trudem każdy przycisk. Wiadomość była krótka:
"Spóźnię się, czekam na autobus.
xx"
Chciałam go zobaczyć, miałam tę świadomość, że mnie kocha. Dodawało mi to odwagi. Moje policzki zrobiły się czerwone na samą myśl o nim. W tej chwili, w głowie miałam różne scenariusze naszego spotkania. Mogło się to zakończyć dobrze, jak i źle. "Ashley myśl pozytywnie, musi się udać" usłyszałam głos w mojej głowie. Moja mama zawsze mi tak powtarza, kiedy stresuję się czymś.
*************
- Ashley, spóźnisz się! - krzyczała moja mama z dołu.
- Już idę, tylko ...
- Nie ma już "tylko"
Zeszłam po schodach z książkami w ręku. Gdy mama mnie zobaczyła, od razu zaczęła się śmiać.
- Co ci jest? - zapytałam.
- Po co ci to wszystko?
- Muszę sobie powtórzyć przed sprawdzianami - oznajmiłam, poprawiając spódniczkę. W tym momencie wszystko mi zleciało z rąk.
- Widzisz, to wszystko przez ten galowy strój - skomentowałam.
Schyliłyśmy się z mamą, aby to pozbierać.
- Mamo, a co jeśli nie zdam, albo ...
- Ashley myśl pozytywnie, musi się udać - powiedziała z uśmiechem.
***********
Obudziłam się z zamyślenia i spojrzałam na drogę. W oddali zobaczyłam ...
- Autobus - szepnęłam.
~*~
"Szybciej no, jeszcze tylko jeden przystanek"
Ludzi było w pojeździe zdecydowanie za dużo. Większość to starzy ludzie lub pijaki. Jeden stał obok mnie, powstrzymywałam odruchy wymiotne przez całą jazdę. Cieszmy się, że zaraz wysiadam. Widzę już mój przystanek, tylko teraz największy problem. Muszę się dostać do drzwi, żeby to zrobić, popchnęłam kilka pań. Wysiadając, usłyszałam krzyki kilku osób. Chyba przewróciłam komuś torebki. Mówi się trudno. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie pojadę autobusem.
Rozejrzałam się i w oddali zobaczyłam ciemną postać. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to na pewno on. Jeśli się pomylę i to jest ktoś inny. Poczułam wibrację w kieszeni, spojrzałam na telefon. Był to sms od Felixa:
"Co tak stoisz? Chodź tutaj!". Nie potrzebowałam większego potwierdzenia. Pobiegłam najszybciej, jak tylko umiałam. Gdy byłam już blisko, zwolniłam, aż w końcu rzuciłam mu się na szyję. Był zaskoczony, ale objął mnie mocno. Stalibyśmy tak o wiele dłużej, gdyby nie Felix. Który zdjął ze mnie swoje ręce, a ja odruchowo zrobiłam to samo.
- No to hej - przywitał się.
- Cześć - zaskoczona, opuściłam głowę, jak małe dziecko.
Na chwilę zrobiło się niezręcznie.
- Wiesz, chciałem ci coś oddać. - powiedział.
- Co takiego? - zapytałam.
Wyciągnął zza pleców mój pamiętnik i podał go mi.
- Czyli to ty? - odebrałam swoją własność i zachciało mi się płakać.
- Tak ... przepraszam - odpowiedział.
Czemu to zrobił? Jak chciał mnie poznać, to trzeba było się zapytać. Nie robi się takich rzeczy, jeśli się kogoś kocha.
- Dlaczego?
- Moja głupota i tyle, ale przysięgam, nic nie przeczytałem. Nie mógłbym ... na prawdę.
- Mam ci uwierzyć? Jak?
Zamknęłam oczy, a łzy same zaczęły mi spływać po policzku. Nagle jego ręka dotknęła mojej twarzy.
- Uwierz, bo cię kocham, jak nigdy nikogo.
Podniosłam powieki i spojrzałam na niego.
- Nawet z tym rozmazanym tuszem po oczami, wyglądasz przepięknie - powiedział i uśmiechnął się.
Przetarłam palcem, skórę pod okiem i zobaczyłam, że opuszek jest cały czarny.
- Na opakowaniu pisało wodoodporny - oznajmiłam i zaczęłam się śmiać.
Felix zrobił to samo.
Pogładził mnie delikatnie po policzku. Przeszły mnie ciarki.
- Zimno ci? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałam.
Nasze twarze zbliżyły się. Nagle poczułam ciepło, które mnie wypełnia. Całowaliśmy się i było to najlepsze uczucie, jakie do tej pory miałam.
Mogę powiedzieć, że Felix umie się całować.
Oscar pov
Czemu ona woli jego? Co on ma takiego w sobie? - rozmyślałem sobie, idąc w stronę domu - Staram się jak mogę, ale ona i tak, tego nie zauważa. Co takiego źle robię?
- Hejka Oscar.
Kiedy usłyszałem swoje imię, od razu się ocknąłem i rozejrzałem. Koło mnie, na ławce siedziała Rebecca i Anna. Dwie parszywe żmije, nie chciałem z nimi rozmawiać. Szczególnie z Rebeccą, z którą kiedyś byłem.
- Cześć dziewczyny - przywitałem się i poszedłem dalej.
Jednak nie przeszedłem kilku kroków,a znowu usłyszałem:
- Jesteś zły na Felixa prawda? - głos mojej byłej.
- Może, a co cię to? - zapytałem.
- Wiesz bo ja ... - w tym momencie, szturchnęła ją Anna - tzn. my jesteśmy złe na Ashley. Czyli, może połączymy swoje siły?
Zainteresowało mnie to co mówi, może uda mi się ich rozdzielić, dzięki nim.
- Zależy ... - odpowiedziałem.
- Może cię zainteresuję to, że mamy telefon Ash.
Dziewczyny są niezłe, jednak, skoro zwróciły się do mnie o pomoc tzn., że same niczego w nim nie znalazły. Chyba, że coś przeoczyły.
- Mogę go zobaczyć? - zapytałem.
Anna wyjęła go z kurtki i podała mi. Telefon nie miał żadnego kodu ani blokady. Zacząłem szukać czegoś podejrzanego, aż nagle zauważyłem jej notatnik. Było tam to czego się obawiałem ... Od razu skasowałem tą notatkę i wszystkie jej kopię.
- Nic tutaj, nie widzę dziewczyny
- Nie potrzebnie go ukradłyśmy - westchnęła Anna.
- Ale na pewno, nic tam nie ma? - zapytała dla pewności Rebecca.
- Na 100%, poza tym jestem zły na Felixa, a nie na Ashley. Więc nie będę wam pomagać.
- To po co chciałeś jej telefon? - dopytywała się moja była - chciałeś sprawdzić, czy nie ma tam czegoś o Felixie, albo czy jest tam jakiś jej sekret.
- Posłuchaj, już wolę, żeby byli razem niż dogadywać się z wami. - skomentowałem i odszedłem.
- Takim sposobem, ona na pewno nie będzie twoja. - krzyknęła Rebecca.
Odwróciłem się i pokazałem jej środkowy palec. Może tym sposobem zrozumie, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Włożyłem ręce do kieszeni i poszedłem dalej. Nie chciało mi się, już wracać do domu. Skręciłem w stronę parku,a tam zobaczyłem ich - Ashley i jego. Tego idiotę, który może mieć każdą, a chce właśnie ją. Szli za rękę, czy oni są już razem? Moje serce o mało co, nie wyskoczyło, a po sekundzie czułem się tak, jakby ktoś zrzucił na mnie cegłę. Byłem przybity i wkurzony. Chyba najwyższy czas się spotkać z Felixem i wytłumaczyć, dlaczego Ashley należy się mnie.
*czcionka pochyła - wspomnienia Ashley
************************************************
Więc mamy rozdział 5, długo mi to zajęło. Przepraszam, ale sami rozumiecie. Był ostatni tydzień szkoły, więc sprawdziany. Potem okres przed świąteczny, na koniec same święta, które u mnie w rodzinie trwały 5 dni. No niestety.
Osobiście chciałam 6 rozdział dodać jutro, aby wynagrodzić wam moją nie obecność, niestety nie wiem, czy mi się uda.
Jeśli nie to myślę, że pojawi się w tym tygodniu.
2. Ostatnio pojawiły się kolejne miłe komentarze na blogu. Za które oczywiście dziękuję. Wszystkie czytam i mam nadzieję, że będzie ich więcej.
3. Specjalnie podziękowanie należą się też stronce The Fooo Poland, która udostępniła mojego bloga.
4. Piszcie mi w komentarzach, co jeszcze mam ulepszyć lub dodać na bloga.
5. Poprosiłam moją koleżankę o zrobienie obrazka do mojego bloga, na którym będzie Felix i Ashley z opowiadania. Sama nie jestem w stanie tego zrobić. Oczywiście przydałoby mi się kilka takich obrazków, więc jak ktoś jest chętny niech pisze w komentarzu lub przesyła od razu swoje prace na mój e-mail Fooomylove@gmail.pl
To chyba wszystko co chciałam i dziękuję za dużą aktywność na blogu.
Wciskałam z trudem każdy przycisk. Wiadomość była krótka:
"Spóźnię się, czekam na autobus.
xx"
Chciałam go zobaczyć, miałam tę świadomość, że mnie kocha. Dodawało mi to odwagi. Moje policzki zrobiły się czerwone na samą myśl o nim. W tej chwili, w głowie miałam różne scenariusze naszego spotkania. Mogło się to zakończyć dobrze, jak i źle. "Ashley myśl pozytywnie, musi się udać" usłyszałam głos w mojej głowie. Moja mama zawsze mi tak powtarza, kiedy stresuję się czymś.
*************
- Ashley, spóźnisz się! - krzyczała moja mama z dołu.
- Już idę, tylko ...
- Nie ma już "tylko"
Zeszłam po schodach z książkami w ręku. Gdy mama mnie zobaczyła, od razu zaczęła się śmiać.
- Co ci jest? - zapytałam.
- Po co ci to wszystko?
- Muszę sobie powtórzyć przed sprawdzianami - oznajmiłam, poprawiając spódniczkę. W tym momencie wszystko mi zleciało z rąk.
- Widzisz, to wszystko przez ten galowy strój - skomentowałam.
Schyliłyśmy się z mamą, aby to pozbierać.
- Mamo, a co jeśli nie zdam, albo ...
- Ashley myśl pozytywnie, musi się udać - powiedziała z uśmiechem.
***********
Obudziłam się z zamyślenia i spojrzałam na drogę. W oddali zobaczyłam ...
- Autobus - szepnęłam.
~*~
"Szybciej no, jeszcze tylko jeden przystanek"
Ludzi było w pojeździe zdecydowanie za dużo. Większość to starzy ludzie lub pijaki. Jeden stał obok mnie, powstrzymywałam odruchy wymiotne przez całą jazdę. Cieszmy się, że zaraz wysiadam. Widzę już mój przystanek, tylko teraz największy problem. Muszę się dostać do drzwi, żeby to zrobić, popchnęłam kilka pań. Wysiadając, usłyszałam krzyki kilku osób. Chyba przewróciłam komuś torebki. Mówi się trudno. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie pojadę autobusem.
Rozejrzałam się i w oddali zobaczyłam ciemną postać. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to na pewno on. Jeśli się pomylę i to jest ktoś inny. Poczułam wibrację w kieszeni, spojrzałam na telefon. Był to sms od Felixa:
"Co tak stoisz? Chodź tutaj!". Nie potrzebowałam większego potwierdzenia. Pobiegłam najszybciej, jak tylko umiałam. Gdy byłam już blisko, zwolniłam, aż w końcu rzuciłam mu się na szyję. Był zaskoczony, ale objął mnie mocno. Stalibyśmy tak o wiele dłużej, gdyby nie Felix. Który zdjął ze mnie swoje ręce, a ja odruchowo zrobiłam to samo.
- No to hej - przywitał się.
- Cześć - zaskoczona, opuściłam głowę, jak małe dziecko.
Na chwilę zrobiło się niezręcznie.
- Wiesz, chciałem ci coś oddać. - powiedział.
- Co takiego? - zapytałam.
Wyciągnął zza pleców mój pamiętnik i podał go mi.
- Czyli to ty? - odebrałam swoją własność i zachciało mi się płakać.
- Tak ... przepraszam - odpowiedział.
Czemu to zrobił? Jak chciał mnie poznać, to trzeba było się zapytać. Nie robi się takich rzeczy, jeśli się kogoś kocha.
- Dlaczego?
- Moja głupota i tyle, ale przysięgam, nic nie przeczytałem. Nie mógłbym ... na prawdę.
- Mam ci uwierzyć? Jak?
Zamknęłam oczy, a łzy same zaczęły mi spływać po policzku. Nagle jego ręka dotknęła mojej twarzy.
- Uwierz, bo cię kocham, jak nigdy nikogo.
Podniosłam powieki i spojrzałam na niego.
- Nawet z tym rozmazanym tuszem po oczami, wyglądasz przepięknie - powiedział i uśmiechnął się.
Przetarłam palcem, skórę pod okiem i zobaczyłam, że opuszek jest cały czarny.
- Na opakowaniu pisało wodoodporny - oznajmiłam i zaczęłam się śmiać.
Felix zrobił to samo.
Pogładził mnie delikatnie po policzku. Przeszły mnie ciarki.
- Zimno ci? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałam.
Nasze twarze zbliżyły się. Nagle poczułam ciepło, które mnie wypełnia. Całowaliśmy się i było to najlepsze uczucie, jakie do tej pory miałam.
Mogę powiedzieć, że Felix umie się całować.
Oscar pov
Czemu ona woli jego? Co on ma takiego w sobie? - rozmyślałem sobie, idąc w stronę domu - Staram się jak mogę, ale ona i tak, tego nie zauważa. Co takiego źle robię?
- Hejka Oscar.
Kiedy usłyszałem swoje imię, od razu się ocknąłem i rozejrzałem. Koło mnie, na ławce siedziała Rebecca i Anna. Dwie parszywe żmije, nie chciałem z nimi rozmawiać. Szczególnie z Rebeccą, z którą kiedyś byłem.
- Cześć dziewczyny - przywitałem się i poszedłem dalej.
Jednak nie przeszedłem kilku kroków,a znowu usłyszałem:
- Jesteś zły na Felixa prawda? - głos mojej byłej.
- Może, a co cię to? - zapytałem.
- Wiesz bo ja ... - w tym momencie, szturchnęła ją Anna - tzn. my jesteśmy złe na Ashley. Czyli, może połączymy swoje siły?
Zainteresowało mnie to co mówi, może uda mi się ich rozdzielić, dzięki nim.
- Zależy ... - odpowiedziałem.
- Może cię zainteresuję to, że mamy telefon Ash.
Dziewczyny są niezłe, jednak, skoro zwróciły się do mnie o pomoc tzn., że same niczego w nim nie znalazły. Chyba, że coś przeoczyły.
- Mogę go zobaczyć? - zapytałem.
Anna wyjęła go z kurtki i podała mi. Telefon nie miał żadnego kodu ani blokady. Zacząłem szukać czegoś podejrzanego, aż nagle zauważyłem jej notatnik. Było tam to czego się obawiałem ... Od razu skasowałem tą notatkę i wszystkie jej kopię.
- Nic tutaj, nie widzę dziewczyny
- Nie potrzebnie go ukradłyśmy - westchnęła Anna.
- Ale na pewno, nic tam nie ma? - zapytała dla pewności Rebecca.
- Na 100%, poza tym jestem zły na Felixa, a nie na Ashley. Więc nie będę wam pomagać.
- To po co chciałeś jej telefon? - dopytywała się moja była - chciałeś sprawdzić, czy nie ma tam czegoś o Felixie, albo czy jest tam jakiś jej sekret.
- Posłuchaj, już wolę, żeby byli razem niż dogadywać się z wami. - skomentowałem i odszedłem.
- Takim sposobem, ona na pewno nie będzie twoja. - krzyknęła Rebecca.
Odwróciłem się i pokazałem jej środkowy palec. Może tym sposobem zrozumie, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Włożyłem ręce do kieszeni i poszedłem dalej. Nie chciało mi się, już wracać do domu. Skręciłem w stronę parku,a tam zobaczyłem ich - Ashley i jego. Tego idiotę, który może mieć każdą, a chce właśnie ją. Szli za rękę, czy oni są już razem? Moje serce o mało co, nie wyskoczyło, a po sekundzie czułem się tak, jakby ktoś zrzucił na mnie cegłę. Byłem przybity i wkurzony. Chyba najwyższy czas się spotkać z Felixem i wytłumaczyć, dlaczego Ashley należy się mnie.
*czcionka pochyła - wspomnienia Ashley
************************************************
Więc mamy rozdział 5, długo mi to zajęło. Przepraszam, ale sami rozumiecie. Był ostatni tydzień szkoły, więc sprawdziany. Potem okres przed świąteczny, na koniec same święta, które u mnie w rodzinie trwały 5 dni. No niestety.
Osobiście chciałam 6 rozdział dodać jutro, aby wynagrodzić wam moją nie obecność, niestety nie wiem, czy mi się uda.
Jeśli nie to myślę, że pojawi się w tym tygodniu.
ogłoszenia:
1. Pojawiła się strona na blogu pt."Bohaterowie". Możecie tam zaglądać i zobaczyć, jak wyglądają nasze postacie. Kiedy pojawi się ktoś nowy w opowiadaniu, naturalnie zostanie dodany do tej strony.2. Ostatnio pojawiły się kolejne miłe komentarze na blogu. Za które oczywiście dziękuję. Wszystkie czytam i mam nadzieję, że będzie ich więcej.
3. Specjalnie podziękowanie należą się też stronce The Fooo Poland, która udostępniła mojego bloga.
4. Piszcie mi w komentarzach, co jeszcze mam ulepszyć lub dodać na bloga.
5. Poprosiłam moją koleżankę o zrobienie obrazka do mojego bloga, na którym będzie Felix i Ashley z opowiadania. Sama nie jestem w stanie tego zrobić. Oczywiście przydałoby mi się kilka takich obrazków, więc jak ktoś jest chętny niech pisze w komentarzu lub przesyła od razu swoje prace na mój e-mail Fooomylove@gmail.pl
To chyba wszystko co chciałam i dziękuję za dużą aktywność na blogu.
środa, 10 grudnia 2014
ROZDZIAŁ 4
Od tamtej wiadomości minęło kilka dni, a ja wciąż, nie mogę o niej zapomnieć. Czułam się tak, jakbym miała skrzydła i potrafiła latać. Wszystkie moje emocje odczuwałam 3-krotnie bardziej. Chodziłam zakochana i teraz mogę to powiedzieć otwarcie "Kocham Felixa". Tylko, była jeszcze sprawa pamiętnika.
Nie byłam do końca pewna, czy to na pewno on zrobił. Jednak wszystko wskazywało na to. On tylko był u mnie w ten dzień.
- Co za miła niespodzianka Ashley! - od razu poznałam ten głos.
- Hejka Oscar - przywitałam się - Masz jakieś wieści od Felixa?
- Co? A co z nim nie tak?
- W sumie to tyle, że się nie odzywa.
- Wiesz to chyba dobrze - zdziwiło mnie to, co powiedział.
- Dla ciebie, bo go nie lubisz - podniosłam głos.
- Nie, to nie prawda
- Nie kłam, a zresztą, po co ja z tobą rozmawiam - powiedziałam i odeszłam.
Nagle ktoś ścisnął moją rękę i szarpnął mnie tak, że o mało, co się nie przewróciłam.
- Nie skończyliśmy chyba gadać! - warknął na mnie.
Przestraszyłam się, nie wiedziałam, że on taki jest. Felix miał rację, co do niego. Nie trzeba ufać wszystkim.
- Puść! - krzyknęłam.
- Ym przepraszam.
"CO DO CHOLERY?" - pomyślałam. Nagle miły? Ja chyba wariuję. Może mi się to tylko śni. W sekundę mnie puścił, a ja skorzystałam z okazji i zaczęłam uciekać.
Biegłam, nie patrząc w tył. Nie słyszałam, żeby mnie gonił, dlatego stanęłam po chwili i obejrzałam się. Stał dalej w tym samym miejscu, z ręką nad głową i spuszczonym wzrokiem. Było mi go szkoda, bo w sumie przeprosił. Postanowiłam, że wrócę do niego i porozmawiam. Każdy zasługuję na drugą szanse. Po chwili stałam już obok Oscara. Spojrzał się na mnie ze smutkiem. Zraniłam go swoją ucieczką, było mi go w tym momencie szkoda.
- Oscar, ja ... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Nie, nic nie mów. Zachowałem się jak najgorszy drań i cię za to przepraszam.
- Ja też postąpiłam głupio ...
- Nie, każdy by w tej sytuacji tak postąpił. Zraziłaś się do mnie teraz - powiedział to tak, że czułam jakby, to całe zamieszanie było moją winą.
- Wydawałeś się taki miły ...
- To wszystko przez to, jaki kiedyś byłem. Możemy pójdziemy na kawę to wszystko ci opowiem?
Nie byłam przekonana, co do tego pomysłu.
- No proszę zgódź się! - nalegał.
"Ashley, nie rób tego"
- No dobra - powiedziałam, co innego niż myślałam.
************************
Felix Pov
Leżę na łóżku i myślę, co mam zrobić? Zadzwonić? Może zaczekać aż sama to zrobi? Sięgam po telefon i nic.
- Ashley, Ashley, Ashley ...
Biorę w ręce jej pamiętnik i przypomina mi się to, co zrobiłem.
********************
Idę ulicą, nie ma nikogo. Tylko ja i ciemność. Na szczęście znam drogę na pamięć. Bywałem u niego zawsze po lekcjach. Jeszcze tylko 2 domy i będę na miejscu. Patrzę na telefon, dochodzi północ, o tej porze na pewno go nie ma. Jego rodziców pewnie też nie. Tym lepiej dla mnie.
Stoję przed furtką, moment zawahania, ale wchodzę. Zakładam kaptur, aby na pewno nikt z przechodzących, nie odróżnił mnie od cienia. Przeskakuję trzy pierwsze schodki i znajduję się na ganku. Teraz najgorsza część roboty - drzwi.
Wyjmuję z kieszeni kurtki jedną wsuwkę, którą ukradłem przed wyjściem mamie. Zamki po chwili puszczają, a ja mogę wejść do środka. Wszystko tu jest mi znajome, dlatego nawet po ciemku, wiem, gdzie co leży. Schody na góry są po prawej stronie i tam się udaję. Wchodzę ostrożnie, próbując nie zostawiać śladów. Pokój, którego szukam jest na przeciwko mnie. Kieruję się tam i wszystko jest umeblowane, jak przed dwoma laty. Łóżko w centralnej części, po bokach szafki, a przy oknie biurko. Nic nadzwyczajnego. Światło z ulicy wpada do pokoju, idealnie oświetlając szufladę, którą chce otworzyć. Podchodzę do niej i po woli ją wysuwam. W środku leży jeden, jedyny przedmiot. Pamiętnik Ashley (nie chciałem go czytać, to są jej wspomnienia).Została mi tylko jedna rzecz do zrobienia. Zabrać go i wyjść. Byłoby to łatwe, gdyby nie fakt, parkującego samochodu przed domem. Jego rodzice wrócili. Musiałem wymyślać plan awaryjny. Wyjść przez okno? Dobre, tylko nie mam liny, a wyskoczyć się nie da. Słyszę ich głosy, moja adrenalina rośnie. Wyjmuję szybko to, po co przyszedłem. W tym momencie słyszę przekręcanie klucza. Weszli. Co teraz? "Myśl" - podpowiadał mi głos w głowie.
- Idę zrobić nam coś na kolację - mówi jego mama.
- To ja pójdę do piwnicy po wino - oświadczył tata Oscara.
To był idealny moment, żeby się wymknąć. Zszedłem po cichu ze schodów, a następnie uchyliłem lekko drzwi. Błyskawicznie wyszedłem i zacząłem biec, jak najszybciej mogłem. Po kilku minutach zaczęło brakować mi tchu. Kiedy zobaczyłem, co trzymam w ręce, uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Niezły jestem - powiedziałem, po czym poszedłem w kierunku domu.
Byłem z siebie bardzo dumny.
******************
Muszę się z nią zobaczyć i pogodzić. Od razu powiem jej co czuję i mam nadzieję, że przez to się ode mnie nie odsunie. Biorę w rękę telefon, wybieram jej numer i dzwonie. Oczywiście słyszę:
Z tej strony Ashley Kien, niestety nie mogę teraz odebrać, zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału. PIB.
- Cholera
Nie zastanawiam się dłużej, zabieram najpotrzebniejsze rzeczy i wychodzę. Udaję się w kierunku jej domu. To pół godziny piechotą, muszę pójść na przystanek, będzie szybciej. Przebiegam przez ulicę i po chwili docieram do celu.
*******************
Ashley Pov
Siedziałam z nim w kawiarni, słuchając jego opowieści o swoim życiu. Nie obchodził mnie on. Myślałam tylko o Felixie. Chciałam się z nim tak bardzo zobaczyć.
- Ashley słuchasz mnie? - zapytał Oscar.
- Pewnie - powiedziałam.
- Nie kłam, wiem, że o nim myślisz.
- Dobra przyznaję się. Tylko nie bij - zażartowałam.
- Nie, spokojnie. Zazdroszczę mu.
- Czego? - zdziwiłam się.
- W sumie niczego ... Zadzwoń do niego.
Wyjęłam telefon i zobaczyłam Jedno nieodebrane połączenie: Felix.
- Kurde
- Co się dzieję?
- Nic, ale muszę już iść. Odezwę się jutro. Pa.
Zdjęłam kurtkę z wieszaka i wybiegłam z kawiarni. Zaczęłam dzwonić do Felixa, jednak nie odbierał.
- Gdzie on teraz może być? - powiedziałam po cichu.
Nagle usłyszałam znajomą mi piosenkę Shawn Mendes Something Big. Mój telefon! Natychmiast odebrałam.
- Halo?! - byłam tak przejęta, że zapomniałam spojrzeć, kto dzwoni.
- Ashley. Twój dom. Teraz! - oznajmił Felix.
- Okey.
Byłam godzinę drogi od miejsca spotkania. Nie miałam innego wyjścia, jak pobiec na autobus.
-------------------------------------------------------------------------
I mamy 4 rozdział. Kto się cieszy? Nie jest zbyt długi i ciekawy, ale musiał być on stworzony. Ponieważ bez niego, nie byłoby całej historii. Przepraszam za wszystkie błędy, starałam się go napisać jak najszybciej
INFORMACJĘ:
1. Chce podziękować wszystkim, za to, że doceniają moją pracę. Nie jestem im obojętna. Jeśli komentujecie to na prawdę jest mi bardzo miło.
2. Jeśli widzicie tytuły piosenek, klikajcie w nie! Odtworzy się wam ten kawałek. W tym rozdziale jest to Shawn, którego bardzo kocham. I oczywiście piosenka pasuję mi bardzo do tego momentu, ponieważ jest to chwila kiedy Ashley i Felix są bardzo podekscytowani spotkaniem i adrenalina w nich skaczę.
3. Chcę stworzyć na blogu ZAKŁADKĘ: BOHATEROWIE, aby lepiej ich wam przybliżyć. Jednak nie wiem, czy ktoś będzie chciał to czytać?
4. Czy chcielibyście dostawać jakieś małe spojlery przed pojawieniem się rozdziału?
Chodzi mi o np. jakąś linijkę tekstu.
To chyba wszystko jak na razie. Tak myślę.
Jeszcze jedno:
Jeśli macie jakieś pomysły, co do ulepszenia bloga lub też, co mogę poprawić, śmiało piszcie.
Dziękuję. Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie za nie długo.
Nie byłam do końca pewna, czy to na pewno on zrobił. Jednak wszystko wskazywało na to. On tylko był u mnie w ten dzień.
- Co za miła niespodzianka Ashley! - od razu poznałam ten głos.
- Hejka Oscar - przywitałam się - Masz jakieś wieści od Felixa?
- Co? A co z nim nie tak?
- W sumie to tyle, że się nie odzywa.
- Wiesz to chyba dobrze - zdziwiło mnie to, co powiedział.
- Dla ciebie, bo go nie lubisz - podniosłam głos.
- Nie, to nie prawda
- Nie kłam, a zresztą, po co ja z tobą rozmawiam - powiedziałam i odeszłam.
Nagle ktoś ścisnął moją rękę i szarpnął mnie tak, że o mało, co się nie przewróciłam.
- Nie skończyliśmy chyba gadać! - warknął na mnie.
Przestraszyłam się, nie wiedziałam, że on taki jest. Felix miał rację, co do niego. Nie trzeba ufać wszystkim.
- Puść! - krzyknęłam.
- Ym przepraszam.
"CO DO CHOLERY?" - pomyślałam. Nagle miły? Ja chyba wariuję. Może mi się to tylko śni. W sekundę mnie puścił, a ja skorzystałam z okazji i zaczęłam uciekać.
Biegłam, nie patrząc w tył. Nie słyszałam, żeby mnie gonił, dlatego stanęłam po chwili i obejrzałam się. Stał dalej w tym samym miejscu, z ręką nad głową i spuszczonym wzrokiem. Było mi go szkoda, bo w sumie przeprosił. Postanowiłam, że wrócę do niego i porozmawiam. Każdy zasługuję na drugą szanse. Po chwili stałam już obok Oscara. Spojrzał się na mnie ze smutkiem. Zraniłam go swoją ucieczką, było mi go w tym momencie szkoda.
- Oscar, ja ... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Nie, nic nie mów. Zachowałem się jak najgorszy drań i cię za to przepraszam.
- Ja też postąpiłam głupio ...
- Nie, każdy by w tej sytuacji tak postąpił. Zraziłaś się do mnie teraz - powiedział to tak, że czułam jakby, to całe zamieszanie było moją winą.
- Wydawałeś się taki miły ...
- To wszystko przez to, jaki kiedyś byłem. Możemy pójdziemy na kawę to wszystko ci opowiem?
Nie byłam przekonana, co do tego pomysłu.
- No proszę zgódź się! - nalegał.
"Ashley, nie rób tego"
- No dobra - powiedziałam, co innego niż myślałam.
************************
Felix Pov
Leżę na łóżku i myślę, co mam zrobić? Zadzwonić? Może zaczekać aż sama to zrobi? Sięgam po telefon i nic.
- Ashley, Ashley, Ashley ...
Biorę w ręce jej pamiętnik i przypomina mi się to, co zrobiłem.
********************
Idę ulicą, nie ma nikogo. Tylko ja i ciemność. Na szczęście znam drogę na pamięć. Bywałem u niego zawsze po lekcjach. Jeszcze tylko 2 domy i będę na miejscu. Patrzę na telefon, dochodzi północ, o tej porze na pewno go nie ma. Jego rodziców pewnie też nie. Tym lepiej dla mnie.
Stoję przed furtką, moment zawahania, ale wchodzę. Zakładam kaptur, aby na pewno nikt z przechodzących, nie odróżnił mnie od cienia. Przeskakuję trzy pierwsze schodki i znajduję się na ganku. Teraz najgorsza część roboty - drzwi.
Wyjmuję z kieszeni kurtki jedną wsuwkę, którą ukradłem przed wyjściem mamie. Zamki po chwili puszczają, a ja mogę wejść do środka. Wszystko tu jest mi znajome, dlatego nawet po ciemku, wiem, gdzie co leży. Schody na góry są po prawej stronie i tam się udaję. Wchodzę ostrożnie, próbując nie zostawiać śladów. Pokój, którego szukam jest na przeciwko mnie. Kieruję się tam i wszystko jest umeblowane, jak przed dwoma laty. Łóżko w centralnej części, po bokach szafki, a przy oknie biurko. Nic nadzwyczajnego. Światło z ulicy wpada do pokoju, idealnie oświetlając szufladę, którą chce otworzyć. Podchodzę do niej i po woli ją wysuwam. W środku leży jeden, jedyny przedmiot. Pamiętnik Ashley (nie chciałem go czytać, to są jej wspomnienia).Została mi tylko jedna rzecz do zrobienia. Zabrać go i wyjść. Byłoby to łatwe, gdyby nie fakt, parkującego samochodu przed domem. Jego rodzice wrócili. Musiałem wymyślać plan awaryjny. Wyjść przez okno? Dobre, tylko nie mam liny, a wyskoczyć się nie da. Słyszę ich głosy, moja adrenalina rośnie. Wyjmuję szybko to, po co przyszedłem. W tym momencie słyszę przekręcanie klucza. Weszli. Co teraz? "Myśl" - podpowiadał mi głos w głowie.
- Idę zrobić nam coś na kolację - mówi jego mama.
- To ja pójdę do piwnicy po wino - oświadczył tata Oscara.
To był idealny moment, żeby się wymknąć. Zszedłem po cichu ze schodów, a następnie uchyliłem lekko drzwi. Błyskawicznie wyszedłem i zacząłem biec, jak najszybciej mogłem. Po kilku minutach zaczęło brakować mi tchu. Kiedy zobaczyłem, co trzymam w ręce, uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Niezły jestem - powiedziałem, po czym poszedłem w kierunku domu.
Byłem z siebie bardzo dumny.
******************
Muszę się z nią zobaczyć i pogodzić. Od razu powiem jej co czuję i mam nadzieję, że przez to się ode mnie nie odsunie. Biorę w rękę telefon, wybieram jej numer i dzwonie. Oczywiście słyszę:
Z tej strony Ashley Kien, niestety nie mogę teraz odebrać, zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału. PIB.
- Cholera
Nie zastanawiam się dłużej, zabieram najpotrzebniejsze rzeczy i wychodzę. Udaję się w kierunku jej domu. To pół godziny piechotą, muszę pójść na przystanek, będzie szybciej. Przebiegam przez ulicę i po chwili docieram do celu.
*******************
Ashley Pov
Siedziałam z nim w kawiarni, słuchając jego opowieści o swoim życiu. Nie obchodził mnie on. Myślałam tylko o Felixie. Chciałam się z nim tak bardzo zobaczyć.
- Ashley słuchasz mnie? - zapytał Oscar.
- Pewnie - powiedziałam.
- Nie kłam, wiem, że o nim myślisz.
- Dobra przyznaję się. Tylko nie bij - zażartowałam.
- Nie, spokojnie. Zazdroszczę mu.
- Czego? - zdziwiłam się.
- W sumie niczego ... Zadzwoń do niego.
Wyjęłam telefon i zobaczyłam Jedno nieodebrane połączenie: Felix.
- Kurde
- Co się dzieję?
- Nic, ale muszę już iść. Odezwę się jutro. Pa.
Zdjęłam kurtkę z wieszaka i wybiegłam z kawiarni. Zaczęłam dzwonić do Felixa, jednak nie odbierał.
- Gdzie on teraz może być? - powiedziałam po cichu.
Nagle usłyszałam znajomą mi piosenkę Shawn Mendes Something Big. Mój telefon! Natychmiast odebrałam.
- Halo?! - byłam tak przejęta, że zapomniałam spojrzeć, kto dzwoni.
- Ashley. Twój dom. Teraz! - oznajmił Felix.
- Okey.
Byłam godzinę drogi od miejsca spotkania. Nie miałam innego wyjścia, jak pobiec na autobus.
-------------------------------------------------------------------------
I mamy 4 rozdział. Kto się cieszy? Nie jest zbyt długi i ciekawy, ale musiał być on stworzony. Ponieważ bez niego, nie byłoby całej historii. Przepraszam za wszystkie błędy, starałam się go napisać jak najszybciej
INFORMACJĘ:
1. Chce podziękować wszystkim, za to, że doceniają moją pracę. Nie jestem im obojętna. Jeśli komentujecie to na prawdę jest mi bardzo miło.
2. Jeśli widzicie tytuły piosenek, klikajcie w nie! Odtworzy się wam ten kawałek. W tym rozdziale jest to Shawn, którego bardzo kocham. I oczywiście piosenka pasuję mi bardzo do tego momentu, ponieważ jest to chwila kiedy Ashley i Felix są bardzo podekscytowani spotkaniem i adrenalina w nich skaczę.
3. Chcę stworzyć na blogu ZAKŁADKĘ: BOHATEROWIE, aby lepiej ich wam przybliżyć. Jednak nie wiem, czy ktoś będzie chciał to czytać?
4. Czy chcielibyście dostawać jakieś małe spojlery przed pojawieniem się rozdziału?
Chodzi mi o np. jakąś linijkę tekstu.
To chyba wszystko jak na razie. Tak myślę.
Jeszcze jedno:
Jeśli macie jakieś pomysły, co do ulepszenia bloga lub też, co mogę poprawić, śmiało piszcie.
Dziękuję. Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie za nie długo.
niedziela, 7 grudnia 2014
ROZDZIAŁ 3
Godzina 19, a my siedzimy z Felixem na łóżku i opowiadamy sobie, nasze historię z dzieciństwa. Na prawdę dobrze mi się z nim gada. Myślałam, że jest rozpieszczonym dzieckiem, jednak okazało się zupełnie inaczej. Jego rodzice się rozwiedli, jak był mały. Od tamtej pory musiał opiekować się młodszym rodzeństwem, ponieważ jego mama pracowała na dwie zmiany. Kiedy mi to wszystko opowiadał, nie wydawał się smutny, ani przygnębiony, wręcz przeciwnie był cały czas uśmiechnięty. Nagle w pokoju zapadła cisza, nie śmialiśmy się już, tylko patrzyliśmy sobie w oczy. Czas stanął i zostaliśmy tylko my, to było dziwne, a zarazem bardzo magiczne. Można by uznać, to za scenę, jak z filmu. Nie, nie chciałam tego. "Ashley" - słyszałam głos w mojej głowie. W tym momencie zamknęłam oczy i powiedziałam:
Leżałem w łóżku, rozmyślając o Ashley, kiedy, nagle zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz, no i zobaczyłem numer mojej pięknej.
- Hejka - odebrałem i przywitałem się.
- Ufałam ci! - usłyszałem krzyk i płacz.
- Co się dzieję?
- Nie mogę uwierzyć ... Naprawdę ... - płakała, tak bardzo, że musiałem się mocno skupiać, aby coś zrozumieć.
- Co się dzieję? - ponownie zapytałem.
- U-u-ukradłeś moje wspomnienia.
- Ashley, nic nie ukradłem. Uspokój się. Może przyjdę i wszystko ustalimy?
- Nie, nie zbliżaj się do mnie, nigdy więcej. Zabrałeś moją najcenniejszą rzecz, jaką posiadałam. Pamiętnik!
- No proszę cię, o takie głupstwo afera.
- Dla ciebie to nic nie warta rzecz, ale tam było wszystko, co dotyczyło mnie.
- Po pierwsze, nic nie ukradłem, a po drugie: napiszesz nowy.
- To ty jedynie mogłeś zrobić, byłeś u mnie cały dzień. Nawet nie rozumiesz, ile to dla mnie znaczyło. Nie chce cię widzieć.
Rozłączyła się.
- Kurwa! - krzyknąłem i rzuciłem telefonem o ścianę.
Usiadłem na łóżko i zacząłem myśleć. To nie mogłem być ja, więc kto? Co mogło być, aż tak ważnego w tym pamiętniku? Zająłem się najpierw odpowiedzią na pierwsze pytanie. Po kilku minutach już wiedziałem, kto za tym stoi.
- Oscar - szepnąłem.
Po co mu to było? Co tam może być, aż tak ważnego? I to skłania mnie do myślenia nad drugą odpowiedzią. "Zadzwoń do niej" podpowiadał mi głos w głowie.
- Nie, jeszcze nie ta pora. Nie mam dowodów. - powiedziałem, sam do siebie.
Dochodziła dziesiąta wieczorem. Była to dobra pora, na nocne śledztwo.
Wziąłem z szafki, czystą koszulkę i założyłem ją na siebie. Był to jakiś zwykły czarny T-shirt. Podniosłem swój telefon z podłogi i mogłem iść. Przy drzwiach, szybko ściągnąłem moją kurtkę z wieszaka i kiedy dotknąłem klamki, usłyszałem bardzo znany mi głos:
- Dokąd się wybierasz, młody człowieku! - to była moja macocha.
- Wychodzę, ciebie to raczej nie za bardzo obchodzi - odpowiedziałem.
- Synu ...
- Nie wrócę późno, po prostu muszę z kimś pogadać i tyle.
- Tylko nie wpakuj się w żadne bagno.
Nie mogłem jej tego potwierdzić, ani obiecać. Dlatego bez słów wyszedłem. Musiałem udać się na plac główny, od mojego domu to jakieś 15 góra 20 minut drogi. O tej porze, prawie nikogo nie było, już na ulicach. Jedynie jakieś nastolatki wychodzące na imprezę lub osoby biegające. Dzisiaj na szczęście było pusto. Dlatego bez wahania, wyjąłem słuchawki i jedną z nich włożyłem do ucha,a druga sobie po protu zwisała. Włączyłem moją ulubioną piosenkę Beyonce Yonce i zacząłem sobie po cichu ją śpiewać. Kiedy się skończyła, przewinąłem ją i słuchałem od początku. I tak przez całą drogę.
Kiedy dotarłem na miejsce, usiadłem na ławce na przeciwko sklepu z biżuterią. Pamiętam jak ojciec kupił mi tutaj mój pierwszy zegarek, miałem wtedy sześć lat.
**********************
Zwykły spacer z tatą w niedzielne popołudnie był tradycją. Był to męski wypad, moi dwaj bracia byli jeszcze na to zbyt mali. Byłem najstarszy z mojego rodzeństwa i byłem z tego dumny.
- Tato, tato, chodźmy na lody - błagałem ojca.
- Nie - mówił stanowczym tonem.
- No ale tato, tam otworzyli nową budkę. Chodźmy proszę!
- Nie synku, dzisiaj mam dla ciebie niespodziankę.
Moje oczy błyszczały jak dwie gwiazdki. Jeśli miała być to niespodzianka, to na pewno, nie będzie to głupia kolejka, czy też nowy samochodzik do zabawy. Tata chciał mi dać, coś wiele cenniejszego i wartościowego. Szedłem przez cały rynek, podekscytowany. Nagle stanęliśmy.
- Tato, no chodźmy szybko!
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił.
Odwróciłem się i spojrzałem w górę. Nade mną znajdował się wielki szyld sklepu jubilerskiego "Jack jewelry".
- Po co tu jesteśmy? - zapytałem zaskoczony.
- Nadszedł czas, abyś dostał to, co każdy mężczyzna z domu Sandmanów.
- Czyli co?
- Zegarek
- Zegarek? A po co mi?
- Zegarek to ważna rzecz w naszej rodzinie. Jest to taka sama tradycja, jak nasze niedzielne spacerki. - mówiąc to, uśmiechnął się.
- Tato ale ja dalej nie rozumiem.
- Przyjdzie czas, a wszystko ci opowiem i wyjaśnię. Na razie to oznacza, że jestem z ciebie dumny synu - poleciała mu pierwsza łza - kiedy podrośniesz zobaczysz, że zegarek będzie oznaką mojego zaufania do ciebie.
- Dziękuję - powiedziałem i mocno się w niego wtuliłem - Kocham cię.
- Ja ciebie też Felix.
***********************
- Kogo ja tu widzę - usłyszałem znajomy głos.
Od razu wszystkie moje wspomnienia zniknęły. Czekałem aż ten głos sam do mnie podejdzie.
- Sandman, no proszę, proszę
Powoli wstałem z ławki i zacząłem mówić:
- Rudberg, dużo czasu minęło przyjacielu
Podszedł do mnie na tyle blisko, że widziałem jego twarz w mroku. Nic się nie zmienił. Te same czarne kręcone włosy, ta sama ciemna karnacja, to samo spojrzenie.
- Co cię tu sprowadza? - zapytał chłopak.
- Wiesz, informacje - odpowiedziałem.
- Szukasz czy może jakieś masz?
- Szukam.
- No to dobrze trafiłeś. Co chcesz wiedzieć?
- Po co Oscar wtrąca się w moje życie?
- O stary, jak coś mu zrobiłeś to nie licz na moją pomoc.
- Czemu? - zaskoczyło mnie to, odkąd się z nimi już nie trzymałem, myślałem, że są dalej kumplami.
- Widzisz sprzeciwiliśmy mu się, po twoim odejściu. Nigdy nie chcieliśmy rozłamu naszej paczki.
- Ty i Ogge, może i nie, ale Oscar zawsze coś do mnie miał.
- Słuchaj nie wiem, to co kiedyś było, minęło. Nie pomogę ci.
Omar powoli zaczął się cofać, ale ja nie dałem mu odejść, bez jakichkolwiek informacji.
- Nie, słuchaj, nic mu nie zrobiłem. To on nagle się wpieprza i wszystko rujnuję. Wiem, że nie powinieneś mi pomagać, bo po co w sumie? Ale może wiesz, gdzie Oscar trzyma wszystkie swoje tajemnice.
- Nie mogłeś lepiej trafić, mistrzunio Omarunio, o takich sprawach wie najwięcej. Druga szuflada od góry w jego nocnej szafce. Nie dziękuj. Zawsze do usług.
- Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.
- Najprawdopodobniej byś zginął.
Nastała cisza, obaj nie wiedzieliśmy, co powiedzieć.
- Słuchaj musimy się spotkać i wszystko obgadać - zacząłem.
- Masz racje, ale dalej możesz na mnie liczyć. Dzwoń, jak będzie ci pomoc potrzebna.
- Dzięki Bro. Ja spadam, pozdrów Ogge'go.
Przybiliśmy sobie piątkę i każdy z nas, poszedł w swoją stronę. Dobrze, że ta sprawa chociaż się wyjaśniła. Nie miałem, już dzisiaj nic do roboty, więc poszedłem do domu. W drodze powrotnej zadzwoniłem do Ashley, nie odebrała, jednak nagrałem się jej na pocztę.
- Słuchaj, kiedy wyjaśnię tą sprawę. Nie, przepraszam to głupie. Może mnie teraz słyszysz, może nie. Zależy mi na tobie, dlatego dobranoc i powiem dość dziwną rzecz. KOCHAM CIĘ! Śpij dobrze słońce.
*************************
Ashley pov
- KOCHAM CIĘ! Śpij dobrze słońce.
Leżałam w łóżku, kiedy zadzwonił do mnie Felix. Nie odebrałam, jednak odsłuchałam wiadomości. Na ostatnie słowa uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:
- Ja ciebie też
******************************************************
- Przepraszam.
- Ale za co? - zapytał, zdziwiony Felix
Widział, że było to dla mnie niezręczne. Zbliżył się do mnie, myślałam, że chce mnie przytulić, a on zaczął mnie gilgotać.
- Przestań - krzyczałam, śmiejąc się.
- Chciałabyś
Kiedy skończyliśmy się śmiać, okazało się, że Felix na mnie leży. Był to kolejny moment, którego na pewno nie zapomnę. Nasze głowy powoli zbliżały się do siebie. To nie była kwestia, czy tego chcemy, tu kierowały nami nasze uczucia. Wszystko to zmierzało, ku jednej rzeczy, milimetry dzieliły nas od siebie.
- Słoneczko, jestem - usłyszałam głos mamy.
Wtedy ocknęliśmy się i oboje się zarumieniliśmy. Szybko wstałam z łóżka i podeszłam do lustra, patrząc, czy wyglądam jakoś podejrzanie. Felix stanął za mną i patrząc na nasze odbicia zaczął mówić:
- Wiesz to było dziwne i trochę głupie.
- Ta - odpowiedziałam.
- Chyba już pójdę - oświadczył.
Odwróciłam się do niego i oznajmiłam:
- Jesteś tu zawsze mile widziany.
Zeszliśmy na dół razem, zdziwienie mojej mamy, było nieuniknione.
- Dobry wieczór - przywitała się - Mama tej, o to młodej panny, a ty to ...
- Felix, miło mi panią poznać.
- Nawzajem, napijesz się czegoś może? - zapytała.
- Nie dziękuję, ja już muszę uciekać. Do widzenia proszę pani.
- Do widzenia, miłego wieczoru - odpowiedziała.
- Mamo, odprowadzę go do drzwi - oznajmiłam.
- Przystojny - szepnęła.
Zrobiłam minę, jakbym zjadła kwaśną cytrynę. Wiem, że ona chce, abym miała chłopaka. Jednak nie chce go mieć na siłę.
Podeszliśmy do furtki i tam musieliśmy się pożegnać. U normalnych osób wystarczyło by "pa, do jutra". U nas to była cisza i gapienie się w swoje buty.
- No więc - zaczęłam - to do zobaczenia.
- Ashley...
- Tak!? - ożywiłam się.
- Mogę cię przytulić? - zapytał.
Spojrzałam się na niego i nie musiałam odpowiadać. Rzuciliśmy się na siebie, Felix lekko mnie podniósł
- Przyjdziesz jutro?
- Kiedy tylko będziesz chciała, Ash.
Postawił mnie i odszedł, zamykając za sobą furtkę. Patrzyłam jeszcze chwilę, dopóki nie zniknął z mojego pola widzenia.
Wróciłam do domu i od razu od progu, przywitał mnie wzrok mojej mamy.
- No co? - zapytałam.
Wzięła mnie pod rękę i pokierowała w stronę kuchni. Tam na blacie leżały dwa talerzyki z pysznym ciastem czekoladowym.
- To teraz usiądź i opowiadaj słońce.
******************************
Felix povLeżałem w łóżku, rozmyślając o Ashley, kiedy, nagle zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz, no i zobaczyłem numer mojej pięknej.
- Hejka - odebrałem i przywitałem się.
- Ufałam ci! - usłyszałem krzyk i płacz.
- Co się dzieję?
- Nie mogę uwierzyć ... Naprawdę ... - płakała, tak bardzo, że musiałem się mocno skupiać, aby coś zrozumieć.
- Co się dzieję? - ponownie zapytałem.
- U-u-ukradłeś moje wspomnienia.
- Ashley, nic nie ukradłem. Uspokój się. Może przyjdę i wszystko ustalimy?
- Nie, nie zbliżaj się do mnie, nigdy więcej. Zabrałeś moją najcenniejszą rzecz, jaką posiadałam. Pamiętnik!
- No proszę cię, o takie głupstwo afera.
- Dla ciebie to nic nie warta rzecz, ale tam było wszystko, co dotyczyło mnie.
- Po pierwsze, nic nie ukradłem, a po drugie: napiszesz nowy.
- To ty jedynie mogłeś zrobić, byłeś u mnie cały dzień. Nawet nie rozumiesz, ile to dla mnie znaczyło. Nie chce cię widzieć.
Rozłączyła się.
- Kurwa! - krzyknąłem i rzuciłem telefonem o ścianę.
Usiadłem na łóżko i zacząłem myśleć. To nie mogłem być ja, więc kto? Co mogło być, aż tak ważnego w tym pamiętniku? Zająłem się najpierw odpowiedzią na pierwsze pytanie. Po kilku minutach już wiedziałem, kto za tym stoi.
- Oscar - szepnąłem.
Po co mu to było? Co tam może być, aż tak ważnego? I to skłania mnie do myślenia nad drugą odpowiedzią. "Zadzwoń do niej" podpowiadał mi głos w głowie.
- Nie, jeszcze nie ta pora. Nie mam dowodów. - powiedziałem, sam do siebie.
Dochodziła dziesiąta wieczorem. Była to dobra pora, na nocne śledztwo.
Wziąłem z szafki, czystą koszulkę i założyłem ją na siebie. Był to jakiś zwykły czarny T-shirt. Podniosłem swój telefon z podłogi i mogłem iść. Przy drzwiach, szybko ściągnąłem moją kurtkę z wieszaka i kiedy dotknąłem klamki, usłyszałem bardzo znany mi głos:
- Dokąd się wybierasz, młody człowieku! - to była moja macocha.
- Wychodzę, ciebie to raczej nie za bardzo obchodzi - odpowiedziałem.
- Synu ...
- Nie wrócę późno, po prostu muszę z kimś pogadać i tyle.
- Tylko nie wpakuj się w żadne bagno.
Nie mogłem jej tego potwierdzić, ani obiecać. Dlatego bez słów wyszedłem. Musiałem udać się na plac główny, od mojego domu to jakieś 15 góra 20 minut drogi. O tej porze, prawie nikogo nie było, już na ulicach. Jedynie jakieś nastolatki wychodzące na imprezę lub osoby biegające. Dzisiaj na szczęście było pusto. Dlatego bez wahania, wyjąłem słuchawki i jedną z nich włożyłem do ucha,a druga sobie po protu zwisała. Włączyłem moją ulubioną piosenkę Beyonce Yonce i zacząłem sobie po cichu ją śpiewać. Kiedy się skończyła, przewinąłem ją i słuchałem od początku. I tak przez całą drogę.
Kiedy dotarłem na miejsce, usiadłem na ławce na przeciwko sklepu z biżuterią. Pamiętam jak ojciec kupił mi tutaj mój pierwszy zegarek, miałem wtedy sześć lat.
**********************
Zwykły spacer z tatą w niedzielne popołudnie był tradycją. Był to męski wypad, moi dwaj bracia byli jeszcze na to zbyt mali. Byłem najstarszy z mojego rodzeństwa i byłem z tego dumny.
- Tato, tato, chodźmy na lody - błagałem ojca.
- Nie - mówił stanowczym tonem.
- No ale tato, tam otworzyli nową budkę. Chodźmy proszę!
- Nie synku, dzisiaj mam dla ciebie niespodziankę.
Moje oczy błyszczały jak dwie gwiazdki. Jeśli miała być to niespodzianka, to na pewno, nie będzie to głupia kolejka, czy też nowy samochodzik do zabawy. Tata chciał mi dać, coś wiele cenniejszego i wartościowego. Szedłem przez cały rynek, podekscytowany. Nagle stanęliśmy.
- Tato, no chodźmy szybko!
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił.
Odwróciłem się i spojrzałem w górę. Nade mną znajdował się wielki szyld sklepu jubilerskiego "Jack jewelry".
- Po co tu jesteśmy? - zapytałem zaskoczony.
- Nadszedł czas, abyś dostał to, co każdy mężczyzna z domu Sandmanów.
- Czyli co?
- Zegarek
- Zegarek? A po co mi?
- Zegarek to ważna rzecz w naszej rodzinie. Jest to taka sama tradycja, jak nasze niedzielne spacerki. - mówiąc to, uśmiechnął się.
- Tato ale ja dalej nie rozumiem.
- Przyjdzie czas, a wszystko ci opowiem i wyjaśnię. Na razie to oznacza, że jestem z ciebie dumny synu - poleciała mu pierwsza łza - kiedy podrośniesz zobaczysz, że zegarek będzie oznaką mojego zaufania do ciebie.
- Dziękuję - powiedziałem i mocno się w niego wtuliłem - Kocham cię.
- Ja ciebie też Felix.
***********************
- Kogo ja tu widzę - usłyszałem znajomy głos.
Od razu wszystkie moje wspomnienia zniknęły. Czekałem aż ten głos sam do mnie podejdzie.
- Sandman, no proszę, proszę
Powoli wstałem z ławki i zacząłem mówić:
- Rudberg, dużo czasu minęło przyjacielu
Podszedł do mnie na tyle blisko, że widziałem jego twarz w mroku. Nic się nie zmienił. Te same czarne kręcone włosy, ta sama ciemna karnacja, to samo spojrzenie.
- Co cię tu sprowadza? - zapytał chłopak.
- Wiesz, informacje - odpowiedziałem.
- Szukasz czy może jakieś masz?
- Szukam.
- No to dobrze trafiłeś. Co chcesz wiedzieć?
- Po co Oscar wtrąca się w moje życie?
- O stary, jak coś mu zrobiłeś to nie licz na moją pomoc.
- Czemu? - zaskoczyło mnie to, odkąd się z nimi już nie trzymałem, myślałem, że są dalej kumplami.
- Widzisz sprzeciwiliśmy mu się, po twoim odejściu. Nigdy nie chcieliśmy rozłamu naszej paczki.
- Ty i Ogge, może i nie, ale Oscar zawsze coś do mnie miał.
- Słuchaj nie wiem, to co kiedyś było, minęło. Nie pomogę ci.
Omar powoli zaczął się cofać, ale ja nie dałem mu odejść, bez jakichkolwiek informacji.
- Nie, słuchaj, nic mu nie zrobiłem. To on nagle się wpieprza i wszystko rujnuję. Wiem, że nie powinieneś mi pomagać, bo po co w sumie? Ale może wiesz, gdzie Oscar trzyma wszystkie swoje tajemnice.
- Nie mogłeś lepiej trafić, mistrzunio Omarunio, o takich sprawach wie najwięcej. Druga szuflada od góry w jego nocnej szafce. Nie dziękuj. Zawsze do usług.
- Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.
- Najprawdopodobniej byś zginął.
Nastała cisza, obaj nie wiedzieliśmy, co powiedzieć.
- Słuchaj musimy się spotkać i wszystko obgadać - zacząłem.
- Masz racje, ale dalej możesz na mnie liczyć. Dzwoń, jak będzie ci pomoc potrzebna.
- Dzięki Bro. Ja spadam, pozdrów Ogge'go.
Przybiliśmy sobie piątkę i każdy z nas, poszedł w swoją stronę. Dobrze, że ta sprawa chociaż się wyjaśniła. Nie miałem, już dzisiaj nic do roboty, więc poszedłem do domu. W drodze powrotnej zadzwoniłem do Ashley, nie odebrała, jednak nagrałem się jej na pocztę.
- Słuchaj, kiedy wyjaśnię tą sprawę. Nie, przepraszam to głupie. Może mnie teraz słyszysz, może nie. Zależy mi na tobie, dlatego dobranoc i powiem dość dziwną rzecz. KOCHAM CIĘ! Śpij dobrze słońce.
*************************
Ashley pov
- KOCHAM CIĘ! Śpij dobrze słońce.
Leżałam w łóżku, kiedy zadzwonił do mnie Felix. Nie odebrałam, jednak odsłuchałam wiadomości. Na ostatnie słowa uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:
- Ja ciebie też
******************************************************
Skończyłam rozdział 3.
Jak wam się podoba?
Komentujcie i piszcie, komu kibicujecie Ashley i Felixowi, czy Oscarowi i Ashley?
Nie długo święta, więc myślę, że przed nimi jeszcze coś dodam.
Potem wolne i nie możecie o mnie zapomnieć, bo moja aktywność udzieli się właśnie wtedy.
xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)